poniedziałek, 29 grudnia 2008
Piłkarzem być!

Mój kolega z bloga "Piłkotok" napisał inspirujący mnie tekst na podstawie dramatycznego wyznania Regan Gascoigne. Materiał szokujący, który zmusił mnie do refleksji nad stanem moralności piłkarzy XXI wieku. Kilka powielonych tam tez dobitnie oddaje pozycję we współczesnym społeczeństwie piłkarzy. Postanowiłam na chwilkę przystanąć nad prywatną sferą herosów naszych czasów. Zachwycają nas sztuczkami na boisku, ale poza nim mają coś do zaoferowania?

Już wczoraj przypadkiem pochyliłam się nad pozasportową działalnością C. Ronaldo. Wytknęłam mu, że angażując się zbytnio w towarzyski aspekt swojego życia marnuje wielką szanse na to, by stać się futbolistą ponadczasowym. Dziś natknęłam się w internecie na wspomniany już wpis. Nie tyleż uświadomił mi ile warte jest wszystko, co futbolu w życiu piłkarza nie dotyczy. Co pogłębił przekonanie, że wyzbyć zwykłych ludzkich wad się nie mogą. Są tak samo słabi jak my, tak samo nieudolni. Popełniają mnóstwo błędów, piją, biją, kłamią. Nie każdy piłkarz taki jest, ale jak myślicie, dlaczego akurat do ich profesji przyległa łatka drani? Jest, to poparte ich działaniami. W mediach nie słyszymy o grzecznych chłopcach, raczej brukowce jak zawsze szukają sensacji, kontrowersji.

I tak oto wyrosły nam przykłady tych, co grzeszą częściej niż inni. Ja wezmę przykład pierwszy z brzegu. Artur Boruc. A niech tam... zarzućcie mi, że to nie mój zakichany interes. Ja swoją opinię jednak wyrażę. Mam do tego prawo, bo Boruc jako osoba publiczna zawsze będzie oceniany. Jakiś czas temu pisałam nawet apel w jego obronie tutaj na blogu. Bronię go wciąż, jako kibic. Jako człowiek nie sposób uciec mi od myśli, że swoim postępowaniem rani ludzi. A już na pewno zranił swojego syna. Czy to jest normalne, że facet zostawia żonę i dziecko, które dopiero co przyszło na świat? Chyba nie, co? Dzieci raczej ludzi łączą, niż dzielą. Nigdy tak na prawdę się nie dowiemy ile winy w Borucu tkwi. A może to lepiej, że nie wiemy? Faktem jest, że zaraz pewnie wytkniecie mi sprzeczność w swoich wypowiedziach. Nie mogę jednak być obojętną, a Boruc jest tylko przykładem dla całej teorii. Słaby jak my? Pije jak wszyscy? Popełnia błędy, i nie rozwiązuje sytuacji patowych? Skąd my to znamy?

Piłkarzem zagranicznym, który się stacza. A raczej stoczył, a teraz odradza w wielkich bólach, niech zatem będzie Ronaldinho. Gwiazdor, bohater kolorowych mediów. Brazylijczyk z biednej dzielnicy, który otrzymuje wielki talent od Boga, by będąc u szczytu kariery zacząć popełniać masę życiowych błędów. Scenariusz na kolejny płakliwy film, czy z happy-endem? W finale LM 2006 miał u stóp cały świat. Po ów finale, raczej świat był zbyt wysoko nad nim. A czegokolwiek się dotknął, to psuł. Skończyło się na tym, że Barcelonę opuścił dla Mediolanu. Jeden z tych, co nie pozwalają o sobie zapomnieć. Geniusz piłki, ale poza pięknymi trybunami Camp Nou zwykły oszołomiony sukcesem koleś, który równowagi nie potrafił zachować zarówno w barze, jak i pomiędzy życiem osobistym i zawodowym. Pogmatwał wszystko tak bardzo, że z trudnością odzyskuje oddech. Ronaldinho jest nietuzinkowy, aspirował do tego by być kolejną legendą po Pele, czy Ronaldo. Ile z tamtych chwil chwały pozostało w jego życiu?  Jest dorosłym człowiekiem, a często zachowywał się jak gówniarz.

Woda sodowa jest niesłychanie niebezpieczna. Łatwo można dać się oszołomić. Sukces powoduje nadmierne myślenie w kategoriach:" Ja, Ja, i tylko Ja". Ludziom wydaje się, że są niezastąpieni, że fani będą zawsze, a pieniądze nigdy się nie skończą. Przestają być skromni, nieśmiali, wrażliwi. Czują się panami, bo media ich na takich kreują. Nasze błędy są koleją losu, aby je naprawić potrzebujemy tylko własnej woli. Piłkarze mają o wiele trudniej. I choć na początku pisałam, że w tym aspekcie nie różnią się od nas, to jednak ich problem jest o wiele szerszy. Oni muszą zachować siebie, gdy osacza ich skomercjalizowany świat. Muszą walczyć o swoją tożsamość i nie zapominać, że talent do dar, który wcale nie kwalifikuje człowieka do bycia kimś lepszym od innych. Popełniając błędy piłkarze często myślą, że mają do tego prawo, że mogą więcej od innych. Tylko nieliczni zawsze są sobą. W świecie grubych milionów i setek tysięcy fanów, bycie sobą jest bezcenne.

                                           

                                            W życiu Ronaldinho nie zawsze wszystko było ok.

P.S. Jeśli macie ochotę zapoznac się z wpisem z bloga "Piłkotok" podaję link ;)

http://pilkotok.blox.pl/2008/12/A-to-pilkarz-tez-jest-czlowiekiem.html

niedziela, 28 grudnia 2008
Wyniki znane nie tylko z Wikipedii. Rok 2008 pełen gwiazd! (część II)

Rok 2008 upłynął pod znakiem Mistrzostw Europy i Igrzysk Olimpijskich. Poznaliśmy ponadludzkie możliwości organizmów zawodników, którzy stworzyli kolejną piękną kartę historii światowego sportu. Czas na obiecaną część II podsumowania sportowego roku 2008. Skupię się jednak tym razem na sportowcach kosmicznych, z innej planety. Na tych, co zachwycali w "Wodnej Kostce", "Ptasim Gnieździe", torze F1. Przebądźcie ze mną drogę wstecz, do tego o czym mówiliśmy w tym roku niejednokrotnie.

Z wielkim trudem  przyjdzie mi w ekspresowym tempie opowiedzieć własnymi słowami o tym, co w 2008 szczególnie zwróciło moją uwagę. Z wielkim trudem, bo działo się jak zwykle tak wiele, że każdy pewnie po przeczytaniu tego materiału zarzuci mi pominięcie tego, czy innego wątku. Wymienię kilka nazwisk, opowiem z perspektywy czasu o ME, czy IO. Mam nadzieję, że nie zawiedziecie się;)

Michael Phelps, Usain Bolt, Jelena Isinbajewa, czy Rafael Nadal. To oni między innymi rozpalali wyobraźnię nie tylko swoich rodaków, ale także kibiców na całym świecie. Multimedalista Phelps osiągnął praktycznie wszystko. Pobił siedem rekordów świata i zdobył osiem złotych medali na IO. Stał się najlepszym olimpijczykiem w historii. Chodząca legenda pływania i sportu. Dwudziestotrzylatek rywali mijał jak tyczki, a na mecie zawsze meldował się z miażdżącą przewagą. Jego pływackie wyczyny obserwowałam z zapartym tchem, zastanawiając się jak to jest możliwe? Do jakich granic można wytrenować ludzkie ciało? Mój brat, który o sporcie wie tyle, co ja o konstrukcji samolotu pytał mnie:" Kim jest Phelps?", a widząc go na ekranie zachwycał się nim nie mniej niż ja. Bohater mediów, kibiców, współczesnym bóg sportu.  Trwająca w USA Phelps-omania trwa dzień w dzień. Czy ktoś się dziwi-NIE! Niekwestionowany guru tego roku. Najlepszy z najlepszych. Po prostu Michael Phelps i wszystko jasne.

Usain Bolt ma wiele wspólnego z Phelpsem. Podobnie jak Amerykanin rywali traktował jak przystawki do własnego zamkniętego sprintu. Udany pościg za Jamajczykiem, to było jak "mission impossible". Kompletnie nie możliwe. Jak wznosił ręce ku górze i zwolnił przed metą był uroczo arogancki. Nie dość, że wygrał z przewagą w sprincie niespotykaną, to jeszcze zadrwił ze ścigających go do nieprzytomności rywali. Hmmm... taki to Usain. Facet wygrał w Pekinie trzykrotnie, raz w sztafecie. Zniewalająco udany rok dla Bolta. Aż boję się pomyśleć, co będzie w 2009? Sto metrów przebiegnie poniżej 9.69?

Piękna Rosjanka również mnie powaliła. Isinbajewa jak każda wielka mistrzyni, konkurencję traktuje górnolotnie. Nigdy jednak nie była "ważniaczką", czy strzelającą fochy damulką. Miła, sympatyczna dominatorka, która nie ma dla siebie mocnych. Jest rywalką Moniki Pyrek, która IO nie zaliczy do udanych. Isinbajewa jednak nie musiała płakać w strefie mieszanej, jeśli już to ze szczęścia. Złoty medal i rekord 5.05 m oddaje wszystko co można o Jelenie powiedzieć. Najlepsza sportsmenka wśród pań tego roku. Gwiazda, ale taka prawdziwa. Taka, co świeci nieustannie i najmocniej na niebie.

Słów kilka o Rafaelu Nadalu. Ma mocne, groźne spojrzenie na korcie. Chyba, to była jego zaleta, bo Federer oddał mu własny teren- trawiaste korty Wimbledonu. Po kilkuletniej dominacji Szwajcara zajął jego miejsce w fotelu lidera ATP. Klasę potwierdził też w French Open, czy IO. Hiszpan pokazał, że można być lepszym od legendy tenisa. Fenomenalny młody chłopak gra tenisa kosmicznego. Został najlepszym sportowcem Europy 2008. Lepszej rekomendacji nie ma.

Mistrzem Świata F1 został Lewis Hamilton. Nie ukrywam tego:" Nie lubię gościa". Ale muszę przyznać, że to był jego rok! Znów nie ukrywam, że uważam go za gorszego kierowcę od naszego Roberta, czy Fernando Alonso, ale zdobył najwięcej punktów i stał się:” The best of Formel 1”. Również jest młody, również często pokazywał rywalizację fantastyczną. Czy Lewis powtórzy swój sukces w przyszłym sezonie? 

Cristiano Ronaldo laureat prestiżowej nagrody  "France Football", był zdaniem wielu fachowców najlepszym piłkarzem świata tego roku. Jako pasjonat piłki z tą teorią na siłę się zgodzę, ale wkurza mnie jak diabli osoba Portugalczyka. Ma świetną technikę, szybkość, jest nie do zastąpienia, ale ten charakter, wygląd...? Dla mnie nigdy nie będzie takim maestro futbolu jak Zidane, czy Pele. Na prawdziwą renomę i markę danego piłkarza wpływa absolutnie wszystko. Cristiano jest herosem na murawie i dziwnym typkiem poza jej obrębem. Mniej żelu, więcej pokory i pracy nad samym sobą. By futbol bawił jak wtedy gdy ma się 11 lat. By futbol był przyjemnością nie udręką. By wywiady, sesje, dziewczyny, pieniądze nigdy nie były ważne. Zawsze tylko ukłonem dla fanów. Zinedine Zidan, według mnie najlepszy piłkarz w historii światowej piłki był ceniony za wszystko. Nigdy nie zaginie o nim pamięć, bo poza jednym niekontrolowanym incydentem z MŚ w Niemczech był ideałem piłkarza. Czy Ronaldo stać na bycie kimś takim? Bardzo trudne pytanie.

Dwie ważne imprezy światowe miały miejsce w 2008 roku. Upragnione i wyczekiwane od miesięcy ME były dla mnie pokazem tego, iż niemożliwe nie istnieje. Rosja, Turcja. Dwie drużyny, które były stawiane na końcu kolejki do Mistrzowskiego tytułu doszły do półfinału eliminując rywali o klasę teoretycznie od siebie lepszych. Turcy moim zdaniem najwięksi wygrani ME pokazali tyle charakteru, że zazdrościliśmy im wszyscy. Polacy pozostawili po sobie tylko  statystyki rozegranych meczów. Ale za to inni przygotowali nam piłkarska ucztę. Wygrała drużyna grająca futbol piękny, grająca finezyjnie i od lat czekająca na triumf w imprezie wielkiej rangi. Hiszpanie to wzorcowa reprezentacja XXI wieku. Genialnie grają do dziś. Pytanie kiedy wreszcie się im noga powinie?

IO to pokaz Chińczyków. Nie tylko zorganizowali imprezę w sposób nienaganny, ale również nienagannie wygrali klasyfikację medalową. Już nawet w pewnym momencie straciłam rachubę, kto, gdzie, i kiedy te medale dla Chin zdobywa. Wygrywali wszyscy. Przez pływaków, po lekkoatletów, skończywszy na gimnastyczkach. Igrzyska bezbłędne. Igrzyska zaprogramowane prze władzę republiki chińskiej. Igrzyska dla oczu całego świata. Za cztery lata wrócą do Europy. Cieszę się, bo zamierzam się wybrać na nie;)

Ahhh... i tak oto dobrnęliśmy do końca wyliczanki. Kogo zanudziłam przepraszam, a kogo zaciekawiłam zapraszam do dyskusji. Kochani tak sobie myślę, że rok ten był niezwykle bogaty. Rok zaskakującą zaskakujący. Rok wrażeń, zawodów i emocji. Sportowcy na całym świecie pewnie teraz zastanawiają się jak ocenić swoje wyniki. Dla jednych będzie, to moment refleksji, czy dalej ciągnąc ten wózek. Inni postawią sobie nowe cele. Jedni nie załamią się słabymi wynikami i będą walczyć dalej, a najlepsi już będą się zastanawiać, czy można osiągnąć jeszcze więcej? Ja? Ja zazdroszczę Amerykanom Phelpsa, Jamajczykom Bolta, Rosjanom Isinbajewej, a Portugalczykom Ronaldo. W tym wypadku czekam na potwierdzenie maksymy:" Cudze chwalicie, swego nie znacie". Kiedy będziemy mogli tak powiedzieć? A może już dziś w niektórych przypadkach można takie stwierdzenie wysunąć?

18:58, pasjonatka.sportu , Na innych arenach
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 grudnia 2008
Rok 2008. Udany? (część I)

Kończy się rok, a więc już tradycyjnie wszyscy wszystko podsumowujemy. My kibice rozliczamy sportowców z tego, co w mijających już dwunastu miesiącach zrobili i osiągnęli. Za zadanie postawiłam sobie rozliczyć naszych rodzimych sportsmenów, ale także tych z zagranicy. Zacznę od Polaków, bo to oni wywołują w nas najwięcej emocji.

Jestem tym typem kibica, który uważa że nie należy zachwycać się miejscami poza podium, nawet jeśli dla danego sportowca wynik osiągniętym był życiowym. Uważam, że polscy kibice zasługują na największe sukcesy, bo naród 38 mln powinien szczycić się największymi sportowymi nazwiskami. Będzie to trudne, ale w skrócie postaram się ocenić po swojemu tych najlepszych, a także tych co zawiedli.

W dwudziestce nominowanych na najlepszego sportowca roku 2009 "PS" znaleźli się przedstawiciele wielu dyscyplin. Ja rozpocznę od nazwiska, które było powtarzane w telewizjach na całym świecie. Od nazwiska, które już na zawsze zapisze się w historii sportów motorowych. O kogo chodzi? Tak, tak o Roberta Kubicę, najlepszego moim zdaniem sportowca 2008 roku. Ósmego czerwca cała rozdygotana czekałam na mecz Polska-Niemcy. Czekałam w napięciu, co rusz przełączając na RTL spoglądając, czy Kubica wciąż plasuje się na pierwszej pozycji. Gdy grano hymn dla zwycięscy na murawę wychodzili reprezentanci Polski na EURO 2008. Wieczór ten był najdziwniejszym w tym roku. Po godzinie 23 byłam zawiedziona i zrozpaczona. Balonik pompowany od wielu miesięcy pękł z hukiem. Telewizora jednak nie wyłączyłam. Do późnych godzin oglądałam retransmisję GP Kanady. Zasnęłam w poczuciu, że nie udało się wygrać z Niemcami na boisku, ale na torze F1 pierwszy Polak pokonał wszystkich rywali i odegrano dla niego Mazurka Dąbrowskiego. Wszyscy to widzieliśmy. Jedenastu drani odarło nas ze złudzeń i pozostawiło na pożarcie myśli, które zabijały nasza nadzieję na awans z grupy. Jeden rodzynek- Robert Kubica pozwolił nam wznieść głowy wysoko w chmury, by uwierzyć, że właśnie nasz ambasador w F1 dokonał rzeczy wspaniałej. Tak, to był rok Roberta i nie tylko ten jeden wieczór w jego wykonaniu był piękny. Wiele popołudni i poranków F1 było równie radosnych i tylko pech pozbawił Kubicy miejsca na podium w końcowej klasyfikacji. Duma, to czuję na myśl o Robercie Kubicy.

Zwycięzca jest dla mnie bezsprzeczny. Zaraz za nim jest grupa, która równie mocno odcisnęła piętno w tym roku w polskim sporcie. A mianowicie: Blanik, Majewski, Radwańska, Kolbowicz, Wasielewski, Jeliński, Korol, Błaszczykowski. Złotych medalistów przedstawiać nikomu nie trzeba. Wykonali fantasyczną pracę, a potem zebrali jakże owocne plony. Natomiast Agnieszka wygrała kilka turniejów najwyższej rangi. Doszła do ćwierćfinału Australian Open i Wimbledonu. Pokonała Kuzniecovą, czy Bartoli. Jest dziesiątą rakietą świata. Tenis podobnie, jak F1 to niesłychanie elitarny sport. To, że Aga jest w czołówce świadczy o tym, że na polskiej pustyni tenisowej jednak czasem coś wyrasta. Wyrosła nam Agnieszka Radwańksa, która ma za sobą  najlepszy rok w karierze. Oby następny zwieńczony był triumfem w Wielkim Szlemie.

Jakub Błaszczykowski cichy bohater tego roku. Nie tylko strzelił najładniejszą bramkę jesieni w Bundeslidze, ale także jest pierwszym od wielu lat młodym talentem piłkarskim z Polski, który na prawdę może zajść bardzo daleko. Podobno pyta o niego Benitez. Pewnie nie tylko on, każdy czołowy klub już wkrótce będzie chciał go mieć. Fantastyczne walory i wielka pokora. Dystans do tego co robi  i skromność. Najlepszy polski piłkarz tego roku daje nam nadzieję, że na prawdę mamy w Polsce talenty pokroju największych gwiazd futbolu. Kurcze zrób wielką karierę Kuba!

Trzecia i ostatnia grupa Polaków, którzy rok ten zaliczą do bardzo udanych. Partyka, Małachowski, Matkowski, Fyrstenberg, Sikora, szpadziści, Wieszczek, Włoszczowska, Adamek. Większość z nich zdobywała medale IO. Nasi debliści kapitalnie zaprezentowali się w turnieju Masters i wygrali turniej najwyższej rangi w Madrycie. Tomek Sikora, nie ukrywam mój pupil ;) odwala fantastyczną robotę w zawodach PŚ w biathlonie. Tomek Adamek wygrywa nie tylko na ringu, ale także wygrywa swoim życiem. Wielki szacun dla niego. Wybiórczo piszę, ale pewnie tekst ten musiałby byc strasznie długi jeśli pisałabym o każdym bohaterze tego roku po koleii. Ja napisze tylko im wszystkim: JESTEŚCIE WIELCY!

Kto zawiódł? Hmmm... na pierwszym miejscy chyba wszyscy się zgodzimy powinni być piłkarze. Piłkarze, który na EURO 2008 dali ciała, a potem uciekli i nie mieli odwagi pokazać się na lotnisku i przeprosic. Poza Borucem wszyscy zagrali beznadziejnie. Uważam, jednak, że nie można mieć pretensji o brak umiejętności i techniki. Kieruję was do mojego tekstu o szkoleniu w Polsce. To tam szukajmy winnych. Nie mniej jednak postawa Polaków pozostawiała wiele do życzenia.

Pływacy również się nie popisali. Liczyłam nie tyle na Otylię Jędrzejczak, co na Mistrza Świata Mateusza Sawrymowicza. Efekt był taki, że nie zakwalifikował się na IO nawet do finału 1500 m . Żenada, to słowo oddające przebieg walki Polaków w "wodnej kostce" w Pekinie. Ale znowu muszę napisać, że trochę winni są działacze. Nie ma basenów, nie ma nowych technologii, a co za tym idzie nie ma wyników. Nie wybielam jednak winnych. Oni sami pewnie wiedzą, że zawiedli.

Andrzej Gołota. Na myśl o nim ogarnia mnie śmiech, ale jest to śmiech przez łzy. Facet położył się na deski w ostatniej walce jeszcze szybciej niż kiedykolwiek. Smutek doskwiera mi tym bardziej, bo człowiek który był idolem dla całej Polski teraz się upokarza. Powiecie kontuzja? Skoro jest taki kruchy, to po co staje na ringu? Nie ma słów. Kompletny zawód tego roku.

Podsumuję ten bardzo obszerny tekst. Wyniki, które Polacy osiągali w 2008 roku nie były złe. Pojawiło się kilka talentów dobrze rokujących na przyszłość, ale mówimy o tym by ukryć prawdę.  Prawda jest taka, że jedno z największych państw w UE i Europie jest tylko tłem na IO. Zaledwie dziesięć medali nie oddaje potencjału jakim dysponujemy. Moim zdaniem skompromitowaliśmy się, a sport zawodowy opieramy na indywidualnościach. Zapaleńcach, którzy sprzedają duszę diabłu żeby wygrać. Nie dawno powstał pomysł w Ministerstwie Sportu, aby pieniędzmi z budżetu państwa dotować tylko najlepszych. To sposób na wyeliminowanie leserów. Z grupy ponad 260 Polaków, którzy osiągnęli minimum na IO tylko ponad 10 udało się przywieźdź  do kraju medal. To świadczy o tym, że większość była źle przygotowana. Skoro nie jest się gotowym na takie wyzwanie, to po co jechać? Pytanie pozostawiam osobom, które za sport w Polsce są odpowiedzialne. Jedna rzecz jeszcze bardzo ważna. Co roku bilansujemy osiągnięcia sportowe. Co roku zastanawiamy się ile można było osiągnąć, a ile nie? Prawie co roku te statystyki nie są dobre. Czas już najwyższy modernizować polski sport od podstaw. Związki sportowe, szkoły mistrzostwa sportowego, Akademie Wychowania Fizycznego, boiska, stadiony, hale itd. itp. To potrwa, ale ja poczekam z nadzieją, że za kilka lat będzie lepiej.

Moja dziesiątka najlepszych sportowców 2008:

1. Robert Kubica

2.Leszek Blanik, Tomasz Majewski, czwórka podwójna

3. Agnieszka Radwańska

4. Jakub Błaszczykowski

5. Małachowski, Wieszczek, Włoszczowska, Kołecki

6. Tomasz Sikora

7. Tomasz Adamek

8.Fyrstenberg, Matkowski

9. Justyna Kowalczyk

10. pozostali medaliści IO

P.S. Za błędy od razu przepraszam ;D Tekst strasznie dłuuugi. Mam nadzieję, że jakościowo nadrobię;) Pozdrawiam

18:14, pasjonatka.sportu , Na innych arenach
Link Komentarze (9) »
środa, 24 grudnia 2008
Merry Christmas!

 

"Ciągle pada śnieg, niech zasypie nas. Całkiem miło jest w ten zimowy świąteczny czas". To słowa refrenu piosenki zespołu Roan. Za oknem co prawda śniegu nie widać, choć meteorolodzy hucznie zapowiadali, że pojawi się na Wigilię. Wierzę jednak, że dla nas wszystkich te święta będą "całkiem miłe" ;).

Z okazji Bożego Narodzenia życzę wszystkim czytelnikom "Sportowo- blondynkowo" wesołych, radosnych i spokojnych świąt. Pełnych rodzinnego ciepła, miłości. Żebyście przy wigilijnym stole cieszyli się sobą na wzajem. Sport zostawcie na chwilkę na bok, ale... nie zapominajcie o nim w święta kompletnie :D Ja z całą pewnością przeprowadzę w te święta wiele owocnych debat sportowych. Z moją rodziną ustalę kto był najlepszy, a kto zasługuje na nagany. Spędźcie te święta najlepiej w życiu, bo nigdy nie wiadomo co będzie za rok. Do potraw wigilijnych zasiądziecie z czystymi sercami i sumieniami, a radość z narodzenia Chrystusa będzie jeszcze większa! Wesołych Świąt kochani! ;*

11:07, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 grudnia 2008
Trenerów trzech. Wygra Wagner?

Jakiś czas temu pisałam już o konkursie na szkoleniowca reprezentacji Polski. Prorokowałam, że być może to Grzegorz Wagner będzie czarnym koniem i obejmie schedę po Lozano. Trudno cokolwiek na tym etapie konkursu wyrokować. Moja teoria została wystawiona na ciężką próbę, bo kontrkandydatem dla Wagnera są Bagnoli z Dynama Moskwa i Castellani ze Skry, którego akcję jakby troszeczkę podrosły w ostatnich tygodniach. Najsłabsi odpadli, a wraz z nimi marzenia  o Hugh McCutcheonie.

Nie ukrywam, że dla mnie Nowozelandczyk był faworytem. Wydawał mi się idealnym kandydatem. Zawsze można powiedzieć, że wyszedł mu tylko jeden turniej, ale to powiedzą złośliwi. Ja uparcie stoję na stanowisku, że poradziłby sobie z mentalnością naszych graczy i wydobyłby z nich coś więcej. No nic, trzeba się cieszyć z tego, co jest. A jest kandydatów trzech. Faworty? Chyba utytułowany Bagnoli, który seryjnie w ostatnich latach sięgał po wszelkie możliwe łupy w rozgrywkach klubowych. Włoch udzielił, co prawda jednego kontrowersyjnego wywiadu w którym stwierdził, że z chęcią objąłby stanowisko selekcjonera "Sbornej", ale widocznie coś od tamtego czasu się zmieniło. Może prezes wreszcie zrozumiał, że bez rozmów z tymi największymi nic nie osiągnie?

Do ostatniego etapu przeszedł też przez sidło eliminacji Argentyńczyk Daniel Castellani. Bardzo szybko padł ofiarą działaczowskiej machiny. Dziennikarze podchwycili wątek o ustawionym konkursie i jego wizerunek bardzo zbladł na tle konkurentów. Widać jednak, że tak jak z ustawionym kontraktem z Nike w PZPN, tak w PZPS postanowiono się nie ugiąć pod presją mediów i jednak wyłoniono Castellaniego do ścisłego finału. Wygra? Bardzo możliwe, tym bardziej, że po jednorazowym wielkim triumfie nad Iskrą kibice zobaczyli w nim również trenera, który rzeczywiście ma bardzo dobre kompetencje i spokojnie by sobie poradził.

Grzegorz Wagner, to ostatni szczęśliwiec. Właściwie, to od początku się mówiło ot tym, iż jest bardzo dobrym kandydatem. Wywróżyłam mu wygraną w konkursie, dlatego że jest najbardziej "elastycznym" szkoleniowcem. "Polak, tani i swój", to były moje argumenty. Teza bardzo bliska końcowego sukcesu. Bo co jak rzeczywiście okaże się, że z mocną konkurencją Wagner wygrał? Już nie mogę się doczekać tych tytułów gazet. Poczekajmy jednak, choć dla mnie wciąż Wagner jest najbliżej selekcjonerskiego stołka.

Odwołam się po raz ostatni do mojego tekstu z ósmego grudnia. Pisałam, że McCutcheon już jest pewnie dogadany z Amerykanami. Nie myliłam się. Podpisał kontrakt z federacją amerykańską, ale tym razem poprowadzi panie. Straciliśmy Nowozelandczyka. Czy kandydaci którzy pozostali są w stanie spełnić nasze oczekiwania? Nie skreślam nikogo, bo wierzę mocno, że ta reprezentacja potrzebuje dobrego dyrygenta. Takiego co dokładnie wszystkim pokieruje. Obojętnie kto wygra nie można popadać w panikę, ale też nie przesadzać z optymizmem. Niech PZPS po prostu wybierze najlepszego. Niech pokieruje się wyłącznie interesem kadry i jej jak najlepszą przyszłością.

                                   

                            Grzegorz Wagner nowy selekcjoner reprezentacji Polski w siatkówce?

P.S. Dla ciekawskich link do poprzedniej notki o konkursie w PZPS:

http://pasjonatkasportu.blox.pl/2008/12/Wybory-selekcjonerow-dla-siatkarzy-i-siatkarek-a.html

18:09, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5