poniedziałek, 29 marca 2010
Kornelia Marek ma "adwokata"

Linkowałam blogowy wpis Dariusza Dudka (tego Dudka, brata Jerzego. Tego, który aktualnie jest asystentem Marcina Brosza w Odrze) na Twitterze. Ale pójdę dalej, bo jego komentarz dotyczący afery dopingowej, po dzisiejszych doniesieniach brzmi jeszcze bardziej zaskakująco.

Najlepiej cały na początek przeczytajcie. Warto, zważywszy na opinie w nim zawarte. W skrócie: Darek Dudek prosi o wyrozumiałość dla Kornelii Marek. Biednej, zaszczutej biegaczki, której „trzeba pomóc w dojściu do psychicznej równowagi”. Wspomina o olbrzymiej presji, czym uzasadnia do pewnego stopnia stosowanie dopingu. Ba, wywołuje nawet Marion Jones, której jego zdaniem nie potępiono, mimo iż stosowała niedozwolone specyfiki. Wpis jest z piątku, ale już wtedy dla mnie był oburzający. Przyznaje się- ja tuż po wybuchu całej sprawy, żywiłam empatię w stosunku do biegaczki. Przez pierwsze dwie doby od ujawnienia afery, widziałam w niej raczej ofiarę medialnej rzezi, a nie osobę, która dopuściła się czynu przekraczającego wszelkie obowiązujące standardy. To szybko jednak ustąpiło, bo fakty bezlitosne, a także jej postawa w obliczu zarzutów, nie pozostawiały wątpliwości, iż współczucie nie jest emocją uzasadnioną w związku z jej przewinieniem.

Ona w Krakowie na lotnisku zapewniała o swojej niewinności, później po konfrontacji z komisją PZN-u, przeszła do wersji o zastrzykach, których zawartości nie znała, a otrzymywała. No i wreszcie wypływają doniesienia z przesłuchań pozostałych kadrowiczów oraz ekipy, z doktorem Trypolskim na czele. Doniesienia nurtujące, insynuujące, iż Kornelia Marek jest oszustką, zaprzeczającą nieustannie czemuś, czego sama i tylko sama, bez niczyjej pomocy się dopuściła. Jakie w takim razie okulary założył Darek Dudek? Nawet różowe nie dałyby efektu, który spisał na swoim blogu. Nie można próbować bronić i chronić Marek. To jest nie fair w stosunku do sportowców, którzy nigdy nie upadliby tak nisko, by wstrzyknąć sobie EPO. Nie zasługuje na wyrozumiałość, bo świadomie wybrała zabronię, a zbrodniarzy trzeba tępić.

Wyobraźmy sobie przedstawiciela klasy średniej, który kradnie. Czy musi kraść? Nie, nie musi. Kradnie, bo jest zachłanny, pozwala aby próżność nim targała, a dobrobyt, który wypracował uczciwie, nie miał znaczenia. Kornelia Marek ukradła lepszą wydajność swojego organizmu, choć wcale nie musiała. Dzięki Justynie Kowalczyk status biegaczek uległ zdecydowanemu polepszeniu. Jej jedynym zadaniem było poprawianie swoich osiągów, poprawianie w sprawiedliwy sposób. Ale niestety była zachłanna, chciała więcej. Przeważyło parcie na sukces, niezdrowe parcie na sukces. Jest złodziejka, taką, co to przyjęła EPO, by dostać coś ekstra, coś więcej niż ma na co dzień. Przegrała.

21:40, pasjonatka.sportu , ZIO Vancouver 2010
Link Komentarze (22) »
piątek, 12 marca 2010
Ucieczka Ligockiego

Obrażony jest Mateusz Ligocki. Znienawidził ojczyznę, bo ojczyzna się wypięła na jego „popisy” w Vancouver. Czy będzie jeszcze reprezentować Polskę? Z jego słów wynika, iż zamierza pozbierać zabawki, i wynieść się do innej piaskownicy. Jakiej? Tego już nie zdradza, urażona duma Ligockiego domaga się natychmiastowej zmiany barw narodowych. Będzie szkoda, wszak tyle madali olimpijskich dla naszego kraju wywalczył...

Mateusz Ligocki puścił w eter pogłoskę o rezygnacji z reprezentowania Polski po to, by dopiec prezesowi Nurowskiemu, który go krytykował, albo z zemsty za narodową hucpę pod jego nazwiskiem, gdy kompletnie zawalił swój start. Trzecia możliwość skłania do tego, by uwierzyć, iż Ligocki rzeczywiście chce na następnych IO występować pod inną flagą. Jak zwał tak zwał. Wyczuwam w tym zachowaniu desperację. Niczym chłopczyk, któremu mamusia w supermarkecie nie kupiła zdalnie sterowanego samochodziku, i jeszcze go skarciła. Na swój „samochodzik” Ligocki nie zasłużył, i słusznie wraz z resztą rodziny został potępiony za katastrofalne występy w Vancouver. Ja na jego miejscu zakopałabym się pod ziemię, gdybym na tak ważnej imprezie, po tak buńczucznych deklaracjach, totalnie zawiodła. Podatnicy płacili przez cztery lata na jego przygotowania, mieli prawo liczyć, że nie zajmie jednego z ostatnich miejsc w snowcrossie.

Jego kuzynka, Paulina Ligocka wypowiedziała przed olimpiadą dumne słowa. „To zaszczyt reprezentować Polskę na IO. Zrobię wszystko, żeby wypaść jak najlepiej”. Było nie było, to rodzina. Domniemam, że w rodzinie poglądy mogą być podobne? Albo inaczej- czy poglądy mogą ewoluować pod wpływem okoliczności? Druga wersja świadczyłaby o niedojrzałości osoby, która do owych stwierdzeń się posunęła. Nie mam na razie wiedzy, świadczącej o tym, iż Paulina Ligocka też chce zmienić barwy narodowe, ale jeśli i ona za jakiś czas wyskoczy z pomysłem a’la kuzyn Mateusz, nie omieszkam całkowicie zwątpić w wiarygodność rodzinki.

Gdyby jęzor czasem można było odciąć, Janusz Palikot nie miałby pożywki z prawyborów, albo Carla Bruni nie udzielała podejrzanych wywiadów w "Sky News", Jarosław Kaczyński nie opowiadałby o wczasach w Egipcie, a Didier Drogba nie zaintonowałby po meczu swojego słynnego „fucking disgrace”. Ale nie można, i w ten sposób taki Mateusz Ligocki urządza sobie doświadczenia, które niekoniecznie wpływają korzystnie na postrzeganie jego reputacji, i tak już mocno nadszarpniętej. Wyjścia ma dwa- zniknąć z mediów całkowicie, zaszyć się, trenować, i nie gębą a swoimi wyczynami na desce udowodnić, że pomyliliśmy się co do niego. Drugie wyjście, to kwestia wiarygodności. Może dotrzymać słowa i zacząć reprezentować- jak to interesująco ujął- „bogaty kraj”, którego nazwy nie znamy póki co. Jeśli jednak liczył, że jedno z ostatnich miejsc obliguje go do pochwał, nieustannego wlewania wody do dziurawego wiadra, był w wielkim błędzie. Świadom tego niech podejmie decyzję najlepszą, i da nam wszystkim święty spokój.

13:48, pasjonatka.sportu , ZIO Vancouver 2010
Link Komentarze (27) »
środa, 03 marca 2010
Obiekty IO bezpieczne tylko na zdjęciach

Przez dwa tygodnie z hakiem oprócz sportowców, o jak najlepszą cenzurkę walczyli Kanadyjczycy. W pachnącej nowością hali dla panczenistów, zawodne były rolby, które zamiast czyścić lód, bruździły. Upadki narciarzy, wypadki na torach saneczkarzy, czy bobsleistów. Śniegu brakowało snowboardzistom, a na trasach biegowych czyhały „czarne dziury”, w takową wpadła Petra Majdić.

Śmiertelny wypadek Kumaritaszwilego, wstrząsnął świat, zanim przyszło nam się poznać, z serią dalszych mniejszych i większych wpadek. Jaki największy zarzut, trzeba postawić organizatorom? Lekkomyślność. Bo ci ludzi musieli przecież wizytować Puchary Świata w poszczególnych dyscyplinach. Widzieli jak to się robi w Europie, widzieli doskonale zabezpieczone niemieckie tory, czy trasy biegowe w Norwegii, zapewniające całkowity komfort podczas biegów. Nie musieli zresztą sięgać aż za ocean. Doświadczenie Calgary, wykorzystane odpowiednio przy planowaniu IO w Vancouver, dodatkowo unowocześnione i ulepszone, mogły przynieść wymierne rezultaty. Kanada nie odrobiła zadania domowego. Albo odrobiła po łebkach, na kolanie.

Nie chciałabym jednak- jak to jest w modzie- krytykować organizatorów za wszystko. Włożyli w przygotowania nie mniej wysiłku niż Włosi, niż Amerykanie, Japończycy. Olimpiada w Vancouver nie była najlepsza, ale to była olimpiada! Tych Kanadyjczyków szalejących na lodowiskach z kijami do hokeja, zapamiętam doskonale. Cały kraj żył pytaniem: czy będzie złoto? Nie wiem czy to jest do powtórzenia gdziekolwiek indziej?

Za cztery lata w Soczi, Rosjanie będę wychodzić ze skóry, ażeby siłę mocarstwa zademonstrować. Jak to się przełoży na bezpieczeństwo i pomysłowość? Kanadyjczycy pokazali jak wiele można zepsuć, i jak wiele sprowokować strasznych wypadków. Żadnego lekceważenia i minimalizowania wagi problemu. Przyglądanie się obiektom olimpijskim z każdej perspektywy, po ostatnich wydarzeniach, powinno być głównym zadaniem. Rosja niech sobie weźmie do serca błędy poprzedników, by ZIO znów upłynęły pod znakiem wygranych i przegranych.

13:34, pasjonatka.sportu , ZIO Vancouver 2010
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 marca 2010
Wspominki....

Wzięłam zeszyt, długopis i spisałam z pamięci najważniejsze punkty imprezy olimpijskiej w kanadyjskim Vancouver. Efekty poniżej.

- W łyżwiarstwie figurowym żal mi Pluszczenki. Wykonał poczwórnego toeloopa z potrójnym, ale to Lysacek wygrał, bo za komponenty uzyskał więcej punktów. U solistów-tu zgadzam się z Jewgienijem- skoki to podstawa rzemiosła. Różnicy w wykonywaniu choreografii, czy piruetów nie widać gołym okiem laika. Pluszczenko nie powinien kończyć kariery, to nie w jego stylu.


-Z rywalizacją w narciarstwie alpejskim, wiążę dwa nazwiska. Kapitalnej Vonn, i nie mniej kapitalnego Svindala. Norweg w Whistler zdobył trzy medale, podobnie jak Justyna- złoto, srebro i brąz. Amerykance przed IO wypominano przeklętą sesję dla „Sport Illustrated”, ale olimpiadę skończyła ze złotem, brązem… i złamanym palcem.

Maria Riesch triumfem w supergigancie i slalomie, zaskoczyła nawet samą siebie.


- Co byście zrobili trenerowi, gdybyście byli na miejscu Svena Kramera? Zdobył złoto, pobił rekord, na końcu go zdyskwalifikowano. Rzeź niewiniątku zorganizował Gerard Kemkers. Trener jest spalony, a na miejscu Kramera popadłabym w depresję.


-My mamy Kowalczyk, Czechy mają Sablikovą. Dwa złota na dystansach 3000 i 5000 metrów, a do kompletu brąz na 1500. Medale Martiny stanowiły połowę ogólnego dorobku Czechów w Vancouver.


- Shaun White wprosił się do Białego Domu. Czy bycie najbogatszym olimpijczykiem (według „Forbesa” Amerykanin rocznie inkasuje 8 mln dolarów), złotym medalistą w half-pipe, do takiego zaproszenia zobowiązuje Obamę? Dla jasności- reprezentacja USA miała aż 9 mistrzów olimpijskich w Vancouver, ich też Obama ma zaprosić, czy sami się wproszą?


- A Seth Wescott wygrywał snowcross w dżinsach…

- Nie tylko Polacy czekali dziesieciolecia na złoty medal ZIO. Serię Brytyjczyków przerwała skeletonistka Amy Williams po 30 latach! Był to jedyny medal Wyspiarzy w Vancouver.

- Paradoks IO? Dwa złota dla Australii. Half-pipe należał do Tory Bright, a w narciarstwie dowolnym akrobacje zdominowała Lydia Lassila. I niech mi ktoś jeszcze napisze, że do sportów zimowych trzeba śniegu, duuużo śniegu...


-Dwóch cyborgów oglądaliśmy. Jeden w skokach zgarnął całą pulę, druga w biegach przeszkadzała dziewczynie z Kasiny Wielkiej.  Ileż to razy zaklęłam pod nosem po skoku Ammanna nie jestem w stanie policzyć…. Bjoergen we znaki dała się Polakom szczególnie w sprincie, gdzie desperacko zaatakowała na ostatnim zjeździe. Cyborgi i tyle.


-Biathlon. Jakiś Vincent Jay, i jakaś Anastazja Kuzmina, wyskoczyli jak króliki z kapelusza. Rosjanka spod flagi Słowacji jest wicemistrzynią świata w biegu masowym z 2009 roku, ale kto by liczył na złoto olimpijskie? Francuz- jak Fortuna w Sapporo- dzięki siłom natury wygrał w sprincie, później jeszcze brąz dołożył. Na szczęście medale Svendsena, czy Neuner, to już żadna niespodzianka.


- Kim Min-Jung zajechała drogę Chinkom, i za to jej koleżanki nie otrzymały złotych medali w short tracku. Najbardziej nieodpowiedzialne zachowanie ZIO?


- Kanada zaliczyła dublet w hokeju. Przyznam, że jak odsłuchiwałam sobie telewizyjne wywiady, przed występami hokejowych reprezentacji, w których kanadyjscy kibice odgrażali się, zapewniając, że złota należą tylko do nich- powątpiewałam. Determinacja umożliwiła jednak realizację marzeń Kanady. Ja im tego życzyłam, więc się cieszę ich szczęściem. Jak to leci? Go Canada!

Zdjęcia zaczerpnięte ze strony vancouver2010.com

11:14, pasjonatka.sportu , ZIO Vancouver 2010
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 01 marca 2010
Nie narzekam po Vancouver

To nie były najlepsze w historii ZIO dla Polski. Pójście na łatwiznę, oznaczałoby odbębnienie wielkiego sukcesu, co mija się z prawdą, bo pięć medali wywalczyli olimpijczycy, powszechnie znani z tego, że wygrywali i wygrywają od zawsze. W końcowym ujęciu wypadliśmy przeciętnie, nie lepiej niż 4 i 8 lat temu. Zmieniło się tyle, że doczekaliśmy eksplozji talentu Justyny, małym bonusem był brązowy medal w łyżwiarstwie szybkim.

Biedny kraj ma gorzej, bo nie stać kraju na finansowe szaleństwa. Na zachodnio-europejski luksus i blichtr nie starcza obywatelom, a rząd z podatków nie zbawi nikogo od ręki. Biedny kraj w sportach liczy na wybitne jednostki, przynoszące chwałę i nadzieję na przyszłość, pozbawioną wątpliwości, wypełnioną oczywistymi zasadami i technologiami. Polska jest takim krajem. Lamet po ZIO w Vancouver, podobny do lamentu po pekińskiego, głoszący o rodzimych medalistach, jako sportowcach wytrwałych, wyrwanych z szarej rzeczywistości, to płynący do mojego aparatu słuchowego, fałsz ludzi bujających w obłokach. JESTEŚMY BIEDNI! Dlatego nie mamy krytego toru dla panczenistów, bo lokalne władze wolą wyremontować szpital, albo szkołę, wybudować obwodnicę, bądź skrzyżowanie. Oczekiwanie na super nowoczesną infrastrukturę dla sportowców, to naiwność pierwszej klasy. W biednym, postkomunistycznym kraju do zrobienia jest na tyle dużo, że żaden prominentny polityk nie weźmie sobie za cel główny reperowania z wielkim rozmachem polskiego sportu od zaraz. To dzieje się stopniowo, wolno, może nawet niezauważalnie. To jak z zarobkami Polaków, które pomiędzy 89’ a 2010 eksplodowały do góry, choć wciąż odnosimy wrażenie niedostatku w naszych portfelach.

Czytałam felieton Steca, wiele innych komentarzy poolimpijskich, generalnie wszystkie są te same, ubrane jedynie w styl swoich autorów. Wniosek krótki- pretensje o to, że czegoś w Polsce nie ma. Z olimpiady na olimpiadę wydajemy coraz więcej na przygotowania, wydajemy tyle na ile stać państwo. Na ME w łyżwiarstwie figurowym brąz zdobyła Gruzinka!! Czy mają więcej lodowisk i klubów niż w Polsce? Pytanie retoryczne. Weźmy się za dyskusje o tym, co można zmienić przy pomocy środków, którymi dysponujemy, a nie paplajmy na okrągło o  projektach, które czekają w kolejce, ale na samym końcu! Jakie warunki stworzono Małyszowi, Sikorze i Kowalczyk przed startami w Vancouver? Nieodbiegające od najwyższych norm! To jest ta widoczna niewidoczna zmiana. Czy Małysz w Salt Lake City mógł liczyć na własny team? Sikora parę lat temu sam sobie smarował narty przed zawodami, teraz ma od tego kilka osób w sztabie. Jak będziemy chcieli na siłę wszystko namalować w czarnych kolorach, zrobimy to, ale po co?

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Vancouver były przeciętne z polskiego punktu widzenia. Zdobyliśmy sześć medali, co w statystykach odbije się szerokim echem, ale 47 osobowa kadra, nie raz dała ciała. Jest w naszym kraju problem z szlifowaniem talentów, ich kreowaniem i dofinansowywaniem. Ale skoro wybiła się Kowalczyk, będzie kolejny olimpijczyk, który ją zastąpi, jeśli nie w Soczi, to na następnej olimpiadzie w 2018. Jest nas w końcu 38 milionów. Nie róbmy sobie nadziei na polską sportowa potęgę, która zmiecie Niemców, Amerykanów, czy Chińczyków z piedestału. Nie byłabym jednak sobą, gdybym po Vancouver dołączyła do zbiorowego zrzędzenia na wszystko wokół. Jesteśmy biedni, dlatego ja akceptuję rzeczywistość taką, jaka jest, wierząc jednocześnie, że kraj się zmienia, warunki się zmieniają, a sukcesy sportowców, są mimo wszystko, nieodzownym elementem krajobrazu.

12:33, pasjonatka.sportu , ZIO Vancouver 2010
Link Komentarze (26) »
 
1 , 2 , 3 , 4