poniedziałek, 01 lutego 2010
Dlaczego nie zorganizujemy MŚ w piłce ręcznej?

W Polsce nie można zorganizować MŚ, tudzież ME w piłce ręcznej. Po prostu się nie da, bo infrastruktura cherlawa, związek biedny itd. To wersja prezesa ZPRP. Wersja pana Kraśnickiego. Przekonał Was? Mnie nie!

Nie dalej jak parę miesięcy temu Polska gościła potężny turniej- EuroBasket. Nie dalej jak parę miesięcy temu najlepsi wioślarze, w Poznaniu walczyli o medale MŚ. Nie dalej jak parę miesięcy temu, wszystkie najlepsze europejskie drużyny żeńskiej siatkówki, podzieliły się medalami ME nad Wisłą. W perspektywie kolejnych miesięcy mamy: EuroBasket pań, EURO 2012, bodaj ME siatkarzy 2013, MŚ (również siatkarzy) 2014. To tyle na prędko udało mi się ustalić. Co zapomniałam dopiszcie do listy. Mało? Sporo, a pewnie będzie jeszcze więcej. O czym to świadczy? Że nawet Listkiewicz, jaki był taki był, nie bał się spróbować zawalczyć o imprezę piłkarską dla Polski. Że Marek Pałus, kolejny splamiony działacz, również- bez względu na swoje przeszłe i przyszłe perypetie- zdobył dla rodzimego kosza EuroBasket. Przoduje w tym gronie prezes Przedpełski, zarządca pełną gębą, który bierze od CEV i FIVB co chce i kiedy chce, organizujemy turnieje na potęgę. Niby jest tak dobrze, to czemu według ZPRP tak źle?

Niech się prezes Kraśnicki nie obrazi, ale dla mnie to jest tchórzostwo. Boi się, że z organizacją tego typu imprezy może sobie nie poradzić i on, i związek? Bo nigdy działacze ręcznej nie wymagali od siebie takiego poświęcenia. Mozolnej harówy, w imię turnieju, który mógł, a nie musiał wypalić. Jeśli dodać brak ogłady i doświadczenia, to mamy motyw, który kieruje ZPRP, i który hamuje starania o organizację turnieju dla naszej reprezentacji.

A to jedna wielka bzdura jest. Przekonaliśmy się, że renesans szczypiorniak przeżywa wtedy, gdy chłopaki Wenty grają w najważniejszych imprezach. Dlaczego zatem, to miałoby być nieopłacalne? Opłacało się PZPS-owi robić turniej dla siatkarek, które z całym szacunkiem dla nich, ale nie są aż tak popularne jak siatkarze, to miałoby się nie udać piłkarzom, których oglądało po 6-7 milionów widzów? Toż to potężny magnes dla reklamodawców. A widzieliście, jak się zaroiło od PGNiG dziś na Okęciu? Wyciskają tą cytrynkę najlepiej jak się da, inni też spróbują. Kraśnicki nie ma jaj, by wziąć sprawę w swoje ręce i wygrać batalię o prestiż i popularność dla polskiej piłki ręcznej.

Innego usprawiedliwienia dla jego obaw i wątpliwości nie wiedzę. Bo chcieć znaczy móc, a ME/MŚ w ręcznej to nie olimpiada, żeby drżeć przed niepowodzeniem. Do petycji w tej sprawie, poza Bogdanem Wentą, już przyłączył się prezydent Lech Kaczyński, niedoszły szczypiornista. Jestem przekonana, że problem leży w głowach działaczy związkowych, a nie koncie bankowym. Poza tym skończą się kłopoty z sędziami- będą gwizdać dla nas.

21:44, pasjonatka.sportu , Szczypiorniak
Link Komentarze (12) »
piątek, 29 stycznia 2010
Półfinały Vol.2

Wierzcie mi lub nie, ale perspektywa meczu Polska-Chorwacja o finał ME, kompletnie nie robi na mnie wrażenia. Jakaś znieczulica we mnie wlazła po wygranym boju z Czechami, a może po prostu szczypiorniści wyczerpali limit? Ale do spotkania półfinałowego dojdzie, więc igra w głowie pytanie o szanse. Mamy szanse pokonać Chorwację?

Świadomość jasności sytuacji, doprowadziła naszych panów do obłędu. Wyczyniali takie „cuda”, że nie bez złośliwości zdecydowałam się na „House” w TVP2. Koszmarne straty piłek, skuteczność wołająca o pomstę do nieba. Bleee. A premier w TVN-nie zapewniał, że to właśnie ten mecz powinien nas absorbować wczorajszego wieczoru. Dla dobra naszej reprezentacji wolałam nie oglądać do końca. Zachowam pozytywne wspomnienia przed półfinałem- ciężkim, problematycznym i potwornie niepewnym.

Bo wygrać półfinał, jest trudniej, niż później finał. Psychologia mieszająca się z fizycznymi predyspozycjami, plus łyżeczka głupoty. Mikstura tego typu dopuszcza wszelkie rozwiązania, a zatem sytuacja jest prosta dla obu stron- wóz albo przewóz. Szczypiorniści zdobyli srebro, zdobyli brąz, nie wygrali jeszcze turnieju, a mam nadzieję, że stać ich na przewóz tym wozem, którym sterują.

Przed półfinałem siatkarzy w ME, denerwowałam się. Jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie, ograliśmy Bułgarów aż miło. Chorwaci nie tyle nam „nie leżą”, co są po prostu lepsi. Na papierze wypadają groźniej, a na boisku też ostatnio to potwierdzali. Wracam do pytania ze wstępu- czy mamy szanse ich pokonać? I mamy i nie mamy, wszystko uzależnione jest od nastawienia. Jakie ono będzie, taki wynik uda się ugrać. Bo stać tą kadrę na finał, a później nawet tytuł. Tylko, że muszą oni sami od siebie wymagać cierpliwości. Gdyby byli cierpliwi w meczu z Francuzami, ta wpadka nie miałaby miejsca. Ale miała miejsce. Konsekwencje powinny być takie, że w półfinale cierpliwości będzie aż zanadto. Każdy na boisku postara się nie tylko rzucać i biegać, ale także myśleć. Wtedy powinno być dobrze, bo naprawdę byłoby sympatycznie, gdyby w wiedeńskiej hali odegrano Mazurka Dąbrowskiego. I na to liczę.

20:08, pasjonatka.sportu , Szczypiorniak
Link Komentarze (9) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Ręczna lepsza od siatkówki! Są dowody

Ostatnio na blogu mieliśmy kilka burzliwych dyskusji nad przyczynami eksplozji marketingowej siatkówki, a braku boomu na szczypiorniaka, który regularnie nie daje o sobie zapomnieć, w postaci reprezentacji Polski mężczyzn i klubu Vive Kielce. Ale zajrzałam, jak zwykłam to czynić raz w tygodniu, do portalu Wirtualne Media i byłam zaskoczona. Nie ma boomu na ręczną? Ależ jest, przynajmniej tak wynika z badań. W tygodniowym ujęciu oglądalności mecze Polaków cieszyły się popularnością porównywalną do meczy futbolowej kadry. Napisać, że szczypiorniści przebili siatkarzy, to jak nic nie napisać. Oto tabelki przygotowane przez TNS OBOP dla Wirtualnemedia.pl.

 

Już pierwszy mecz Polaków z Niemcami obejrzało ponad trzy i pół miliona widzów. Tendencja jest wzrostowa. A siatkarze jak wypadli? Statystyki po meczach drugiej rundy i o medal.

Mecz półfinałowy z Bułgarią oglądało mniej widzów, niż pierwszy mecz w ME szczypiornistów. Oglądalność spotkań drugiej fazy turnieju o siatkarski prymat na Starym Kontynencie, balansuje w granicach 2-2,5 miliona. To ledwie połowa widowni, którą zgromadzili piłkarze ręczni już w meczach pierwszej grupy, na samym początku. O czym do świadczy?

Ano o paradoksie, bo skoro siatkówka jest tą dyscypliną, na której mają się wzorować działacze szczypiorniaka, to najpierw powinni zdać sobie sprawę z czym mają do czynienia. Skoro bez jakiegoś wielkiego rozgłosu przed turniejem, udaje się pozyskać tylu widzów piłki ręcznej, to mamy wyraźny sygnał, że jeśli w centrali hadballu zaczną pracować spece od marketingu, wartość rynkowa tej dyscypliny przerośnie siatkówkę.

Brzmi to przedziwnie, patrząc na trybuny PlusLigi, czy porównując oglądalność spotkań ligowych. To właśnie widać ową przepaść, która dzieli siatkówkę i piłkę ręczną. LM siatkarzy, czy zmagania o MP śledzi od 200 tyś. widzów do nawet miliona. Szczypiorniści nie mogą liczyć na taką widownię. Jeszcze nie mogą liczyć.

Bo liczby TNS OBOP są jednoznaczne. Skoro cztery miliony ludzi chce oglądać mecze o awans do strefy medalowej, to znaczy, że to co dzieje się na parkiecie solidnie kibiców wciąga. Wciąga bardziej niż siatkówka? Na to wychodzi, gdy spojrzymy na powyższe porównanie. Te informacje świadczą jeszcze o tym, iż PGNiG dobrze zrobiło podpisując na szybciora kontrakt z ZPRP. Pluć w brodę mogą sobie ci, którzy nie dostrzegli tego fenomenu. Po ME, jakkolwiek one się skończą, te rekordy pozostaną. I warto, by je zamienić na zryw, przemiany, wtedy nie tylko na papierze szczypiorniak będzie górą nad siatkówką.

12:07, pasjonatka.sportu , Szczypiorniak
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 stycznia 2010
Byle wytrzymać do końca

Oni to by się pod ziemię zapadli, gdyby nie sprawili kibicom jakiegoś thrillera rodem z piekła. A mam tu na myśli naszych kochanych piłkarzy ręcznych, którzy z chęcią żonglują zestawem wrażeń przez pełną godzinę, doprowadzając widzów do ekstazy, albo stanu ciężkiej niewydolności umysłowej. Nie można tak ładnie, zgrabnie, bez nerwów, jak na przykład łyżwiarze figurowi (w trakcie meczu TVP Sport relacjonowało ME, akurat na lodzie prezentowały się pary taneczne w programie dowolnym)? Ano nie można, trzeba tak dowalić tym za szklanym ekranem, że padną na pysk.

Nie biegamy, nie rzucamy, nie bronimy, ale mamy prawo czuć się wykończeni, nie mniej niż szczypiorniści po meczu. Bo co jak co, ale o nasze zdrowie psychiczne kompletnie nie dbają. Może ten remis ze Słoweńcami i pogoń do utraty tchu, jest karą za dość spokojne pojedynki z Szwedami i Niemcami? W dwóch pierwszych turniejowych pojedynkach reprezentacja z dobrym skutkiem przekraczała granice i punktowała na poczet drugiej fazy ME. Ale kryzys przyszedł wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał. Tak jak na MŚ 2009, tak i teraz po udanym początku, w trzecim pojedynku, jednym ruchem, zimny kubeł wody został wylany na całą kadrę, na wszelki wypadek, żeby zdążyli otrzeźwieć przed kolejnymi bitwami.

Wniosków żadnych nie będzie, bo po zeszłorocznym mundialu, próby ich wyciągania znów mogą spełznąć na niczym. Pożegnałam się już jednak z myślą, iż nie uda się nadszarpnąć mojego układu nerwowego. Miałam cichą nadzieję, że szczypiorniści zostawią jakieś ochłapy dla olimpijczyków, bo IO też jakoś przeżyć trzeba. Ale wszystko wskazuje na to, że chłopaki Wenty samolubne są, więc w pojedynkę, a raczej zespołowo dobiją Pasjonatkę, tak, że relacje z Vancouver będzie oglądać w gipsie, z szklanką wody w jednej ręce i środkami przeciwbólowymi w drugiej. Ale nadzieja umiera ostatnia…W medal i brak drżenia wszystkich kończyn po ostatnim meczu Polaków w turnieju.

22:26, pasjonatka.sportu , Szczypiorniak
Link Komentarze (7) »
wtorek, 19 stycznia 2010
Medal

Gdyby zmierzyć częstotliwość, z jaką w polskich mediach pojawia się słowo „medal”, z pewnością zaobserwowalibyśmy, że lubimy w pewnych sferach sportowych nadużywać, ale również dyskredytować tam, gdzie powinno się pojawić w zestawianiu z resztą zdania. Tak czy inaczej wpływ na to mają sami sportowcy, albo dozują stosowanie owego rzeczownika, jako celu samego w sobie, albo są buńczucznie nastawieni, więc nie boją się o medalach wspominać. Trzecia grupa stawia na czyny, a słowa zostawia na wielki finał. Czy piłkarze ręczni do tego właśnie dążą?

Co odważniejszy wychyli się z szeregu i zaserwuje deklarację, którą podskórnie wszyscy czują- miejsce na podium. I choć doskonale wiemy, że nie jest to pobożne życzenie, ale racjonalne stanowisko w sprawie, boimy się. Boją się piłkarze, boją się eksperci, dziennikarze, wreszcie kibice. Szanse to jedno, a boisko to drugie. Rok temu do Chorwacji Polacy jechali jako siódmy team Europy i druga drużyna świata. Mieli coś do stracenia? Mniej niż przed ME 2008, więcej niż po MŚ 2007. A teraz? Co teraz stracą, jeśli będą poza czołową czwórką? Ani wiary w siebie, ani szacunku rywali, ani czegokolwiek, co ma związek ze sportową i mentalną stroną tego sportu. Nie o to się boję. Bo jeśli szczypiorniści nie pozostaną na topie, mogą wypaść ze sportowego obiegu, a ściślej- polskiego obiegu. Najlepiej o tym świadczy fakt, że choć zdobyli brąz ostatnich mistrzostw, ZPRP nie potrafił doszukać się sponsora generalnego obu reprezentacji. Trzy lata od srebra wywalczonego w Niemczech, PGNiG zdecydowało się zostać darczyńcom dla piłkarzy ręcznych, dla piłki ręcznej w ogóle. To bardzo długo okres czasu, zważywszy na sukcesy, które zdołali osiągnąć nasi panowie. Obieg- brak medalu, brak spektakularnych zwycięstw na ME w Austrii, może pozbawić polskiego szczypiorniaka dalszego zainteresowania. Tego należy się bać najbardziej.

Jeden turniej nie jest w stanie przekreślić dorobku ostatnich sezonów, ale to właśnie ten turniej będą oglądali wszyscy ci, którzy na co dzień nie wiedzą o ręcznej albo nic, albo bardzo niewiele. Mecze pokazywać na otwartym kanale będzie Polsat, ewentualny klops spowoduje, że zainteresowanie relacjami spadnie wraz z zainteresowanie całego szczypiorniaka przez najbliższy rok. Pewnie to grozi tej dyscyplinie bez względu na to, czy Polacy wywalczą medal czy nie, ale sukces skupi uwagę dziennikarzy, a przecież to media wypromowały siatkówkę, zanim zdobyliśmy jakikolwiek tytuł, czy stanęliśmy na podium najważniejszych imprez. Ręczna, choć tak widowiskowa, nieprzewidywalna, twarda, niczym nieustępująca siatkówce, piłce nożnej, jest w cieniu. A takie imprezy jak ME, MŚ, czy IO dają szansę na to, by przez tydzień, dwa, kibice skupili się wyłącznie na nich, oczywiście, jeśli wygrywają. Po imprezie większość zapomina, ale są także i ci, których cała dyscyplina wciągnęła w wir swojej nieszablonowości. Z każdym kolejnym medalem jakaś grupa kibiców da się porwać piłce ręcznej. To jest największa zaleta sukcesów chłopaków Bogdana Wenty.

W przypadku naszych szczypiornistów nie martwię się o to, że sprawią mi zawód. Rok temu, pierwszy mecz w drugiej fazie rozgrywek o tytuł, oglądałam zdołowana, nie przyszłoby mi do głowy, że imponująca wygrana z Danią może cokolwiek zmienić. Potem starcie z Serbami nie mniej efektowne i nie mniej szalone. Wreszcie wszyscy uwierzyliśmy, że zwrot się dokonał i jeśli nie spartolimy swojej szansy powalczymy o medale, o których nie śmieliśmy marzyć po meczu z Niemcami, czy Macedonią. Norwegowie wypruli z zawodników i kibiców resztki emocji i sił, a nawet wtedy, gdy zdołali nas wszystkich wykończyć- przegrali. Siłą tej kadry wcale nie jest najlepszy na świcie Jurasik, czy świetni rozgrywający bracia Lijewscy. Siłą napędową reprezentacji jest spokój ducha wtedy, gdy nikt spokojny nie jest, rozsądek przejawiający się w momencie, gdy wszyscy postradali zmysły, konkretyzm w chwili, gdy wokół każdy działa na oślep. Siłą kadry Bogdana Wenty, jest kadra Bogdana Wenty, dlatego nie mam najmniejszych podstaw, by nie wierzyć, że i tym razem się uda.

12:59, pasjonatka.sportu , Szczypiorniak
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2