poniedziałek, 18 czerwca 2012
Siatkarze gotowi na złoto olimpijskie!?



Nie mamy powodu, żeby nosić na rękach piłkarzy, ale kto wie ile radości dostarczą nam siatkarze, podczas Igrzysk Olimpijskich? Oni bowiem trzema imponujacymi triumfami nad Brazylią, zameldowali się na pozycji faworytów, najważniejszego siatkarskiego turnieju.  W cieniu EURO 2012, rozegrali wyśmienitą fazę grupową Ligi Światowej, i powalczą w Final Six w Sofii. Wygrają?


Przed erą Anastasiego nie graliśmy źle. Graliśmy bardzo dobrze - zdobyliśmy wicemistrzostwo świata oraz mistrzostwo Europy. Konia z rzędem temu, kto ośmieli się na ten temat dywagować, czy spierać. I Lozano, i Castellani wykonali wielką pracę na rzecz polskiej siatkówki, ale po jakimś czasie zużyli całe paliwo, i musieli odejść. PZPS podpisał kontratkt z Andreą Anastasim, słynnym włoskim łowcą trofeów, by podobnie jak poprzednicy, popchał naszą reprezentację jeszcze dalej. Ze swojego zadania wywiązuje się fenomenalnie. Tylko w zeszłym roku, aż trzy razy doprowadził Polaków na podium imprez najwyższego szczebla (LŚ,ME, PŚ). Żadnemu innemu selekcjonerowi przed nim, ta sztuka się nie powiodła. Ale każdy z tych medali, to jeszcze za mało. Wygląda na to, że wreszcie ktoś zdołał nauczyć siatkarzy, jak wygrywać z nieosiągalną Brazylią.


Do tej pory pojedynki, z bodaj najpotężniejszą drużyną w historii siatkówki, zawsze kończyły się dla Polski sromotną klęską, rzadziej próbami nawiązania jakiejkolwiek walki. Brazylijczycy upokorzyli nas w finale MŚ 2006, kiedy kompletnie nieprzygotowani na takie ataki Polacy, tylko stali i patrzyli,jak utytułowany rywal kończy bez trudu kolejne akcje. Prawie sześć lat po tej bolesnej lekcji, nasi siatkarze wyglądają na gotowych, by role odwrócić.


Sytuacja wydaje się wymarzona. Z Brazylii wyraźnie uszła para. Przejedzona sukcesami, możliwe że nawet zmęczona kilkuletnim okresem panowania, wspiera się ciągle tymi samymi nazwiskami. W Polsce do zmiany pokoleniowej doszło wręcz bezboleśnie. Nawet okaleczeni, zdołaliśmy wygrać Mistrzostwa Europy. Mimo braku w składzie, jednego z najlepszych atakujących na świecie, drużyna bryluje, rozkwita. Szeroki skład, umożliwia Anastasiemu wszelakie możliwe warianty gry. Słabsza forma któregokolwiek zawodnika z podstawowego składu, nie odbija się na postawie całego zespołu. Drużyny nie dzielą różne poziomy technicznego wyszkolenia. Każdy jest w stanie każdego zastąpić, bez uszczerbku na grze zespołu. Idylla.


Ale to już wiedzieliśmy jeszcze przed Anastasim. Siatkarze się nie zmienili, to wciąż tak samo utalentowana grupa. Dlaczego więc lepsza niż 2 lata temu?


Włoch sporo dobrego zmajstrował w ich głowach. Oglądając wczorajsze spotkanie z Brazylią, nie towarzyszyły mi jak kiedyś, obawy. W moich myślach, dominowało przekonanie - że ok, gramy z Brazylią, ale co z tego? Czy to są jacyś nadludzie? Wybryki natury, zaprogramowane na hurtowe wygrywanie? Poza tym Polacy są od dawna na tym samym poziomie, co Brazylijczycy. Kompleksy? Jakie komplesy?


Czyż to nie zmiana o 180 stopni? To były tylko moje wrażenia, ale z twarzy siatkarzy czytałam niemal to samo. Bez strachu, bez szukania idiotycznych wymówek - po prostu wygrali, tak jak wiele razy. I to jest absolutna zasługa Andrea Anastasiego! Wbił do naszych głów, że owszem Brazylia to klasowy rywal, ale taki jak każdy inny. Nie musimy ze spuszczonymi głowami oczekiwać egzekucji, tylko ruszyć z miejsca i walczyć. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie trudne.


Po tych imponujących bojach w Lidze Światowej, nie mamy powodów, by wątpić w medal na IO, oraz wcześniej podczas Final Six. Bo ta reprezentacja nie stoi w miejscu, ta reprezentacja od lat robi kroczki - większe mniejsze, ale systematycznie. Już nie patrzy za siebie, nie szuka minusów, lecz przekonana o własnej wartości zmierza  do celu - wielkiego zwycięstwa olimpijskiego.

Moja Propaganda

17:44, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 25 października 2010
Pożegnanie z Castellanim

Warsztat Daniela Castellaniego kojarzy mi się z dosadnym profesjonalizmem oraz dbaniem o szczegóły, w połączeniu z całodobowym czuwaniem nad samopoczuciem swoich siatkarzy. I właśnie dlatego, że tak bardzo się przejmował każdym grymasem Wlazłego/Winiarskiego, dotychczasowe mega gwiazdy reprezentacji Polski, całkowicie zawiodły na MŚ we Włoszech. Castellani całą uwagę skoncentrował na stworzeniu doskonałego luksusu, zapominając, że zespół trzeba od czasu do czasu trzymać na krótkiej smyczy. Mógł zostać na swoim stanowisku, mógł poprawić błędy, ale mógł też odejść. Decyzja należała jak zawsze do nieubłaganego zarządu PZPS. Zamiast rozgrzeszenia, Daniel Castellani otrzymał zwolnienie.

Gdybym mogła oddać głos w tej sprawie, prawdopodobnie byłam w opozycji do tych, którzy Castellaniego się pozbyli. Nie dlatego, że ciągle rozpamiętuję złoty medal ME, lecz z powodu zwykłej ludzkiej ufności. Miałam nadzieję, że podarowanie byłemu już selekcjonerowi drugiej szansy, zmobilizuje Daniela Castellaniego, i będzie mógł w krótkim czasie udowodnić, iż jest w stanie wyciągać wnioski zarówno po sukcesach, jak i po klęskach. Zresztą ciągle nikt mi nie udowodnił, że wina za fatalny wynik MŚ, leży tylko po stronie trenera. Działacze PZPS uznali, nie podając póki co żadnych konkretnych argumentów, iż tłumaczenia i zapewnienia selekcjonera były za słabe. Nie chcę ich oskarżać, bo przeciwnicy Castellaniego też mają swoje racje, ale czy prawdopodobna nominacja dla Alojzego Świderka nie jest sygnałem, że zabrało chłodnej analizy i kalkulacji?

Po feralnym mundialu polscy siatkarze zrobili kilka kroków wstecz. Tutaj nie ma jasnych odpowiedzi, prostych metod będących receptą na ponowny sukces. Pożegnanie z Danielem Castellanim w praktyce może nie dać żadnych skutków, bo mecze z Brazylią czy Bułgarią nakreśliły nie tyle problem z trenerem, co problem z siatkarzami. W pierwszej kolejności mam pytania do nich: czego się baliście grając w drugiej rundzie MŚ? Co Was powstrzymywało przed graniem na miarę swoich możliwości? Liczę na dokładny rachunek sumienia, wyznanie winy, a później zadośćuczynienie. Mógł im w tym pomóc Castellani, pomoże ktoś inny, mam nadzieję, że pomoże skutecznie.

A dla Argentyńczyka wielkie podziękowanie za jesień 2009, za wszystkie łzy radości i dumę.

P.S. Większą aktywność Pasjonatki notuję się ostatnio na "M-P". Zapraszam na drugiego bloga.

13:04, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (17) »
piątek, 01 października 2010
Pytania bez odpowiedzi

Nie uciekniemy od banałów. Nie uciekniemy od oczywistych pytań. One będą nas prześladować przez kolejne miesiące, aż do rozpoczęcia nowego sezonu reprezentacyjnego. Jak mogliśmy być aż tak zaślepieni? Dlaczego zdrowy rozsądek odmówił nam posłuszeństwa, przy prognozowaniu MŚ we Włoszech? Wpadliśmy w jakąś chorą pułapkę własnych ambicji. Staliśmy się zakładnikami marzeń o tytule mistrzów świata. Ale lecimy w dół...

Polscy siatkarze wspinali się na szczyt swojej góry, lecz niestety zabezpieczenia okazały się lipne. Organizator całego przedsięwzięcia Daniel Castellani nie przewidział wielu ewentualności, dlatego szlag trafił całą operację i drużyna mistrzów Europy upada.

Zabłądziliśmy. Za dużo było myślenia o finale, półfinale, za mało odwołań do teraźniejszości. Przecież przegrywaliśmy sparingi. Dlaczego daliśmy się okłamać? Zwieść obietnicom o wysokiej formie, skoro owej formy nie starczało na pokonanie Kuby, Bułgarii etc. Wiedzieliśmy, że sukces z 2006 i 2009 poprzedziła cała seria zwycięstw. Na jakiej podstawie założyliśmy, że teraz będzie inaczej?

Czuję się jak idiotka. Naiwna, tępa kretynka. Coś przed MŚ podpowiadało mi, iż to wcale nie będzie tak samo jak rok wcześniej. Że MŚ w Italii pozostawią niedosyt w moim sercu. Ale swój instynkt na siłę zagłuszyłam. Przeczytałam setki artykułów, wydawałoby się ekspertów, dziennikarzy. Oni wszyscy podkreślali, że tak owszem, już teraz nasza reprezentacja gotowa jest na złoto. Mylili się. Siatkarze też nie uciekali przed podgrzewaniem atmosfery. Robili wszystko, byśmy żyli w słodkim przeświadczeniu o ich sportowej nietykalności. Jak po czymś takim przejść do porządku dziennego?

Na domiar złego, trener Castellani oddaje się do dyspozycji prezesa. Nie tego oczekiwałam od osoby całkowicie odpowiedzialnej za ten rezultat. On nie ma uciekać jak szczur z tonącego statku. Jego tchórzostwo jest uwłaczające. Jaki sygnał wysłał swoim zawodnikom? Powinien ich przeprosić, powinien ich pocieszać, powinien im obiecać, że wszystko będzie dobrze. Dobry opiekun tak robi. Dobry opiekun, kiedy jego podopieczny rozwali kolanko, przykleja plasterek, ociera łzy i wygłasza soczysty monolog o życiu, podkreślając walory klęsk i bólu, które często są początkiem czegoś dobrego. Daniel Castellani popełnił błędy, pozwolił, by jego owieczki znalazły się w złym położeniu i zarobiły guza. To jednak nie czyni go fatalnym szkoleniowcem. Nie po tym, co zrobił dla naszej siatkówki w zeszłym roku! Musi tylko uwierzyć, że jest w stanie wszystko odbudować. Bo jest, prawda?

20:04, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (32) »
czwartek, 30 września 2010
A Brazylia ciągle od nas lepsza...

Dręczy mnie to samo pytanie, które z pewnością kotłuje się w głowach naszych siatkarzy. I co teraz? Przegraliśmy, zostaliśmy rozbici. Podniesiemy się? Już teraz pakujemy walizki, czy zapominamy o tym co było złe? Jak uleczyć skołatane nerwy? Jak uleczyć uszczerbek na psychice? Drużyna Castellaniego może zaklinać rzeczywistość, udawać że się pozbierała, a potem przegrać z Bułgarią. Przecież przez dwa ostatnie dni uwierzyliśmy ich zapewnieniom, a okazały się one puste. To nie my kibice mamy problem ze zbyt dużymi oczekiwaniami. My mamy prawo stawiać cele swojej reprezentacji. To siatkarze ciągle zapominają, dlaczego przerywają z Brazylią. Ciągle brną w swoim błędzie. I tak to się zawsze kończy: spektakularnym upadkiem.

Po pierwsze rzucał się w oczy brak pozytywnej energii, którą tak wyróżniałam przy okazji wcześniejszych spotkań. Polacy snuli się na parkiecie, nie wiedzieli od czego zacząć swój chocholi taniec. Myślę, że kluczowe były pierwsze piłki spotkania z Brazylią. Te pierwsze przegrane akcje. One natychmiast sprowadziły naszą drużynę na ziemię, wystraszyły, przeraziły, a potem było tylko gorzej. Na zdecydowanie gorszą dyspozycję Polski, nałożyła się jeszcze fantastyczna postawa Brazylijczyków. Wielkie brawa dla przeciwników. Marzę o tym, żeby Polacy serwowali jak konkurenci. Potężne serwisy obniżyły jakość przyjęcia, co za tym idzie również ataku, bloku itd. Byliśmy kompletnie bezradni wobec takiego obrotu sprawy.

Martwi nie tyle porażka, ile styl w jakim do niej doszło. Piotrek Gacek obiecywał, że oni już wyciągnęli wnioski z poprzednich nieudanych prób pokonania Brazylii. Że tak naprawdę, to się nie może powtórzyć. No właśnie. Miałam wrażenie daja vu. Rok 2006, finał MŚ w Japonii, Polacy nie potrafią nawet uszczypnąć rywala. Cztery lata później, już nie w finale, ale na wczesnym etapie turnieju, identyczna niemoc Polaków w pojedynku z Brazylijczykami. A przecież ponoć mentalnie dojrzeli do wygrania z nimi? To co widziałam w ich oczach, to nawet nie był strach, to było przerażenie. Bartek Kurek, którego nie mogłam się nachwalić był totalnie spanikowany, zgaszony.

Nie mogę znaleźć odpowiedzi, dlaczego znowu w takim stylu Brazylia nas ogrywa? Gdyby chodziło o różnicę klas, może łatwiej byłoby mi się pogodzić z takim stanem sprawy. Ale do licha, przecież z naszym składem powinniśmy chociaż seta urwać! Próby osiągnięcia dobrego rezultatu na tym przeciwniku, przypominają walenie grochem o ścianę. Nie wiem co się musi stać, żebyśmy wreszcie na dużej imprezie podołali Brazylii.

23:07, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (15) »
Klęska Polsatu

Telewizja Polsat lubi szafować stwierdzeniami, podkreślającymi jej wkład w polską siatkówkę. Faktem jest, że pieniądze od paru dobrych lat, stacja Zygmunta Solarza-Żaka pompuje całkiem spore. Jednak po skandalicznej decyzji włodarzy Polsatu, nasuwa się pytanie: po co to robią, skoro siatkówki- jako sportu nie biznesu- wcale nie kochają?

Poszło oczywiście o oglądalność. Analitycy kanału Polsat wyliczyli sobie, że dla stacji lepiej będzie, jeśli dziś tj. w czwartek, zostaną wyemitowane seriale, a nie mecz Polska-Brazylia. Jest taki fajny portal „Wirtualne Media”, który tydzień w tydzień informuje, co było oglądane przez polskich widzów, i przez ilu. Wynika z ich danych, że średnio trzy pierwsze mecze Polski na MŚ oglądało 2,7 mln kibiców (2,2 mln w Polsacie, prawie 0,5 mln w Polsacie Sport). Mecz z Kanadą zaniżył oglądalność atrakcyjnością rywala, mecz z Serbią był wielką szopką, mającą niewiele wspólnego ze sportem. Spotkanie z Niemcami natomiast, uplasowało się w ścisłej czołówce, najchętniej oglądanych programów Polsatu z ubiegłego tygodnia. Na trzecim miejscu z wynikiem ponad 2,5 mln widzów. Mecz siatkarzy był gorszy jedynie od filmu „Transporter 2” i (o zgrozo!) „Hotelu 52”. Drugą pozycję w zestawieniu, serial zawdzięcza widowni, lepszej o jedyne 3 tys. w porównaniu z fanami siatkówki. „Szpilki na Giewoncie”, które też nas od wczoraj absorbują, na wspomnianej liście zajmują szóste miejsce, z rezultatem na poziomie 2,2 mln.

I teraz będzie mecz z Brazylią. Tą Brazylia, która Polaków notorycznie leje. Wygrywają z nami zawsze, od lat nie byliśmy w stanie się sprzeciwić tytanom tego sportu. Z tego punktu widzenia polsatowcy podjęli „dobrą” decyzję. Problem polega na tym, że wymiar pojedynku Polska-Brazylia na MŚ siatkarzy 2010, ma nie jeden punkt odniesienia, ale kilka. I te kolejne zdecydowanie przemawiają na korzyść Polski, a co za tym idzie, kibice widzą szansę na zwycięstwo, dlatego w Polsacie taki mecz chętnie by obejrzeli. Na chłopski rozum: czy oglądalność owego spotkania, mogłaby dziś wieczorem być niższa niż 2,5 mln? Czy oglądalność meczu na MŚ, mogłaby być niższa niż średnia oglądalność seriali? Zostawiam Was z tymi pytaniami.

*Dane dla portalu „Wirtualne Media” wg TNS OBOP.

P.S. W razie gdybyście chcieli wyrazić swoją dezaprobatę, linkuję stronę, która to umozliwia. Pewnie nie ma się co łudzić, że nasze ujadanie coś da, ale ja po takim mailu poczułam, że spełniłam swój kibicowski obowiązek.

12:05, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (36) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8