piątek, 24 grudnia 2010
Kicz życzeń świątecznych

A co jeśli dla kogoś święta nie są ani radosne, ani wesołe, ani szczęśliwe? Z myślą o Was, nie zamierzam składać nikomu życzeń. Dla szczęśliwych ludzi, i bez tego Boże Narodzenie jest najwspanialszym okresem w roku. Zamiast patetycznie życzyć, przestrzegam! Jedzcie tyle żebyście nie musieli odchorowywać gwiazdkowych potraw. Pijcie wystarczająco dużo, i jednocześnie wystarczająco mało. Oglądając telewizje pamiętajcie, że wszystkie polskie stacje poszły na łatwiznę i nie wymyśliły nic oryginalnego, dlatego warto przed Wigilią odwiedzić jeszcze wypożyczalnie. Generalnie cieszcie się wolnym czasem i rodziną.

11:58, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Świętuję! 2 urodziny "Sportowo-Blondynkowo"!

Równo dwa lata temu coś zaiskrzyło. Pomiędzy mną a platformą „Blox”. Taki impuls chwila, która znalazła odzwierciedlenie w tytule „Sportowo-Blondynkowo”, również nicku „pasjonatka.sportu”. Blogiem sportowym sprawiłam sobie mikołajkowy prezent. Sprawiłam sobie „zabawkę”, która wiernie mi służy od wielu miesięcy, pozwala realizować amatorsko marzenie. Wychodzi różnie, ale jakoś wychodzi.

Garść statystyk na początek. Dwadzieścia cztery miesiące, pozwoliły mi na zredagowanie prawie 370 wpisów (dokładnie: 369). Ilość tekstów ma się nijak do ilości komentarzy. Zostawiliście ich aż 3862! Jestem w tym szczęśliwym gronie blogerów, którzy pod każdym swoim wpisem mogą liczyć na odzew. To wasza zasługa! Zdaję sobie sprawę, że są też czytelnicy „wpadający” tutaj tylko dla dyskusji pod komentarzami. Bo okazało się, że merytorycznie o sporcie, bez zbędnych emocji, z argumentami za pazuchą można w internecie porozmawiać. Gratulacje dla Was.

W gwoli ścisłości należą się wszystkim jeszcze wyniki kilkutygodniowej sondy. Mnie niestety nie cieszą. (Pozdrawiam serdecznie „Intelektualistę”;).


Fanom, sympatykom, okazjonalnym zaglądaczom dziękuję za wsparcie i głosy pozytywne. Wszystkim moim przeciwnikom…no cóż. Pozostaje mieć nadzieję, że chociaż konkurencja spełnia wasze oczekiwania.

Po dwóch latach dojrzałam do jeszcze jednego, kluczowego wniosku. Prawdopodobnie „Sportowo-Blodynkowo” NIGDY nie zyskałoby rozgłosu, gdyby nie moja płeć. Dysponowanie dużą wiedzę sportową przez kobietę jest egzotyczne w Polsce. I choćby z tego względu czytanie moich wypocin stało się dla facetów-kibiców ciekawą rozrywką. Nie zaprzeczajcie. Kiedyś nawet przyznałam się komuś z Was, że gdyby te same notki publikował chłopak, nie zdołałby zainteresować tą twórczością kogokolwiek. Zatem dziewczyny do roboty! Jestem pewna, iż potrafiłybyście bez większego wysiłku „odbić” mi czytelników. Trochę wytrwałości, odporności i „Sportowo-Blondynkowo” może okazać się niepotrzebne.;)

Życzę sobie w kolejną rocznicę istnienia tego bloga; po pierwsze więcej czasu i motywacji do oglądania i kibicowania sportowcom. Po drugie życzę natchnienia, brak mi go ostatnio. Czuję się jak śnięta ryba, nie mogę oddychać tym, co piszę. A jak nie mogę tym oddychać, powstają kulawe wpisy. Po trzecie życzę żeby stali czytelnicy ciągle byli stali. Nowych już pewnie mieć nie będę, ale o najwierniejszych zawsze mam ochotę walczyć. Bez Was nic by nie było ekscytujące tutaj.

A poza tym? Niech Polacy dostarczają mi powodów, aby częściej, intensywniej, ciekawiej zapełniać „Sportowo-Blondykowo”. To sukcesy są solą mojej sportowej publicystyki.

Sto lat w drugie urodziny? Chyba nikt sobie tego nie życzy i nikt nie wyobraża. ;)

11:05, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (17) »
czwartek, 02 grudnia 2010
Jedno słowo- LECH!

Ten nadspodziewany sukces Lecha w Lidze Europy cieszy wszystkich. Cieszy, bo ściśle powiązani z beznadzieją tutejszej piłki, gdzieś podświadomie pogodziliśmy się z klęską na każdym polu. Przegrywa reprezentacja, przegrywają kluby, przegrywa wszystko, co jest sekwencją słów „polska piłka”. A tu masz babo placek! Lech Poznań, choć w Ekstraklasie od porażek nie stroni, zabłysnął w Lidze Europejskiej. Nie spodziewaliśmy się prezentów gwiazdkowych w rodzimym futbolowym wydaniu, ale jednak je dostaliśmy.

Remisy z Juventusem, wygrany mecz z City- to zostanie zapamiętane. Obudziliśmy się w ciut weselszej rzeczywistości- drugiego grudnia, roku 2010. Dla nas kibiców śnieg będzie skojarzeniem nad wyraz pozytywnym. Niemal nie zdarza się, by w takich warunkach atmosferycznych przychodziło rozgrywać mecz. Awans z grupy LE oznaczał w pierwszej kolejności walkę o przetrwanie na boisku w Poznaniu, dopiero potem zaprezentowanie swoich umiejętności. Tym przyjemniej smakuje zwycięski remis. Bo Lech po pierwsze nie dał się pogodzie, po drugie pogoda nie przeszkodziła rozegrać przyzwoitego spotkania drużynie Bakero.

A sumą tych wszystkich kroczków jest możliwość gry w 1/16 LE. Z początkiem 2011 roku, chociaż jeden rodzynek w europejskim cieście będzie polski. Jeśli Lech Poznań pozostanie rozochocony, jeśli szczęście wciąż będzie dopisywać Mistrzom Polski, może jeszcze coś uczknie z tej edycji Ligi Europy? Zanim na poważnie zaczniemy się zajmować owymi dylematami i pytaniami, pozostanę jeszcze chwilę w miłej atmosferze wczorajszego sukcesu.

P.S. Parafrazując swój wpis na Twitterze: Dorota i Mariusz Siudkowie całkiem poważnie brali pod uwagę występ na boisku przy Bułgarskiej. Ponoć jeszcze na tak dużym lodowisku nie prezentowali programu dowolnego. Ponoć kilkadziesiąt tysięcy rozwrzeszczanych gardeł, nigdy nie wpierało ich z trybun. Szkoda, że jednak się nie pojawili. Warunki były wymarzone.

Moja Propaganda

czwartek, 18 listopada 2010
Gruba czerwona czcionka

Nie widziałam meczu Polska- WKS na żywo. W czasie kiedy Obraniak i Lewandowski śmiało bombardowali bramkę naszych przeciwników, oddawałam się znacznie mniej przyjemnej, ale dochodowej czynności- pracowaniu na kolejną wypłatę. Uderzająca była ta nocno-wieczorna epidemia radości po wygranym sparingu. Atmosfera w polskim internecie, jakbyśmy właśnie osiągnęli sukces sportowy na miarę strefy medalowej. Gazeta.pl lśniła pogrubioną czerwoną czcionką i krzykliwym tytułem, tak by nikt nie miał wątpliwości, że mamy do czynienia z pierwszorzędnym newsem. Czemu służy ta cała euforia?

Zaległości odrobiłam dzisiaj z rana. Powtórka meczu z WKS-em w TVP wcale mojej niewyrozumiałości nie rozwiała. Graliśmy przyzwoicie, graliśmy momentami widowiskowo. Kluczowe jednak wydaje się słowo „graliśmy”. Przecież w czerwcu 2012 wcale nie musi być tak samo. Zwycięstwo po serii remisów i porażek, jest jak chwilowe wyciszenie burzy z piorunami, która wcale się nie skończyła. Czarne, ciężkie chmury nagle wisieć na polskim piłkarskim niebie nie przestały.

Może przesadzam, może już nie potrafię cieszyć się maleńkimi sukcesikami, ale traktowanie tego sparingu, jako odstępu od reguły jest o wiele bezpieczniejsze. Wirtuozerię zobaczyliśmy tylko, kiedy Ludwik Obraniak, idealnie ze stałego fragmentu, wpakował piłkę do siatki. Po tym meczu dalej możemy obstawać przy oklepanych ocenach. Nasz francuzik czasami potrafi w pojedynkę „ugotować” rywala, a bez Lewandowskiego w ataku na EURO 2012 polska kadra może nie istnieć.

Powróciły obawy o jakość, a raczej brak jakości w poczynaniach obronnych. Jeszcze raz dostaliśmy argument w sprawie przyznania obywatelstwa Arboledzie. Nie ma co liczyć na to, iż w najbliższej przyszłości jakiś Polak z krwi i kości, zdoła naszą obronę utrzymać w garści i nią kierować bez obaw. Wolę żeby Smuda w takich okolicznościach nie był lojalny wobec rodaków i zrobił wszystko, by Arboleda nas wsparł. Mamy reprezentację tak międzynarodową, że jeden obcokrajowiec więcej lub mniej nie robi różnicy.


P.S. Moja Propaganda

środa, 10 listopada 2010
Szczery jak Boruc

Desperacją zapachniało w zeszłym tygodniu, kiedy Artur Boruc postanowił bezwzględnie rozprawić się z Franciszkiem Smudą na antenie telewizyjnej. Oglądałam wywiad w nSporcie i cały czas się zastanawiałam, co ten facet plecie? W skrócie: bełkot przez zaciśnięte zęby, okraszony insynuacjami i oskarżeniami.

Boruc celebryta, Boruc gwiazda MŚ i ME, Boruc fan alkoholi, Boruc prowokator itd. itd. W ilu rolach go już oglądaliśmy? Ta jego odpowiedź na kolejne kłopoty w kadrze była bezsensu. Tylko winny się tłumaczy. A skoro- jak twierdził Boruc- jest czysty niczym łza i Smuda nie miał podstaw do takiego traktowania, czemu służył wywiad, przecinany całą gamą niedopowiedzeń?

I teraz bez względu na swoją formę poniósł ciężką klęskę, bo jego przyszłość w kadrze, wydaje się przynajmniej za kadencji Franciszka Smudy, tematem skończonym.

Artur Boruc jest typem człowieka, który nie radzi sobie, kiedy wszystko nie kręci się wokół niego. Musi więc nieustannie dostarczać publice sportowych, albo pozasportowych niesnasek, żeby podsycać zainteresowanie sobą. Może robi to tylko podświadomie? Może nie ma w tym czystej kalkulacji? Co nie zmienia faktu, że bardzo dba, by rodacy o nim nie zapomnieli. I nie zapominają.

Ile prawdy jest w prawdzie Boruca o selekcjonerze? Szczerość a’la Artur to szczerość podzielana przez większość kadrowiczów, lub też w tej kwestii Boruc jest osamotniony? Już tyle razy próbowałam intencje naszego bramkarza zbadać, jednak zawsze wychodziło na to, że rzetelnie tego uczynić się nie da. Artur Boruc jest pojedynczym egzemplarzem na polskim piłkarskim boisku, który z sobie tylko znanych powodów bez przerwy komplikuje proste, klarowne sytuacje. Nikt mu nie musi przeszkadzać, bo on sam sobie przeszkadza.