środa, 14 września 2011
Wojciech Szczęsny - czyli sukces bez granic.

Kilka lat temu, wyobraźnię polskiego kibica piłkarskiego, rozpalał Jerzy Dudek. Mniej więcej w tym samym czasie On miał jeszcze lat naście, a trenerzy dopiero przebąkiwali o jego wielkiej karierze w przyszłości. A ponieważ wyróżniał się na tle rówieśników wyraźnie, stał za nim ojciec - wybitny reprezentant Polski, żywa legenda rodzimego futbolu - opuścił Warszawę, by w Londynie, konkretnie Arsenalu, dalej rozwijać talent.

Jeszcze zdążyliśmy pokochać Boruca, później o nim zapomnieć. Zdążyliśmy desperacko oprzeć swe nadzieje na Łukaszu Fabiańskim, gdy nasz genialny nastolatek spokojnie sobie dorastał. Dzięki błyskawicznym postępom, doskonałym predyspozycjom psychicznym, czy wreszcie niesamowitym umiejętnościom - mając lat 21 jest opoką i rozebranego Arsenalu, i wciąż sklejanej reprezentacji Polski. Aż mnie korci żeby zapytać - czego jeszcze jest w stanie dokonać?

Wojciech Szczęsny już jest wielkim super star - w Polsce na pewno. Przecież jego twarz została wybrana przez Canal Plus do reklamowania oferty transmisji spotkań zagranicznych lig. Ponadto to jedyny reprezentant kraju, który gra w tak utytułowanym i znanym klubie, gra pierwsze skrzypce. To co on mówi, to co on robi wywiera na mnie ogromne wrażenie. Bo w parze z talentem, idzie jeszcze marketingowo-medialne obycie.

Szczęsny nie palnie głupiego zdania przed telewizyjnymi kamerami. Prędzej popisze się ciekawą anegdotką, albo trafioną uwagą. Twardo stąpa po ziemi, jakby futbol traktował z rezerwą a jednocześnie bardzo blisko. Dwudziestojedno latek bryluje - to fakt. Nie szuka marginesu błędu, nie tłumaczy się brakiem doświadczenia, na boisku i poza nim odwołuje się wyłącznie do własnego JA. Owo jest tak silne, zbilansowane, kompetentne, że ten młody facet wytrzymuje więcej, więcej może zrobić.

Możnaby Szczęsnego wystawić za witryną, i na jego przykładzie udowadniać, że wszystkie ograniczenia narzucamy sobie sami. Że one nie mają zbyt wiele wspólnego z środowiskiem. Kiedy tak popularne w kraju jest zrzucanie odpowiedzialności na wszystkich- poza osobą której problem dotyczy- Wojciech Szczęsny udowodnił, jak nie zmarnować potencjału.

Jasne! On miał lepiej, bo od początku odziedziczył dobre geny, potem wiele mądrych osób go ukształtowało, i dobrze doradzało. Ale czy to umniejsza jego rewelacyjny start w piłkarską karierę? Talent broni się sam, lecz kiedy trafi w odpowiednie ręce, talent nie będzie już zwykłym talentem. Połączenie kilku pierwiastków może gwarantować powodzenie. A każdy z nich spokojnie da się wypracować.

Inspirujący jest ten nasz Wojtek. To prawie mój rówieśnik, tylko rok młodszy. Zazdroszczę mu, pozytywnie oczywiscie. Aż szkoda, że nie ma smykałki do tenisa, albo łyżwiarstwa figurowego, miałabym z kogo brać przykład. Bo on jeszcze raz człowiekowi udowadnia, że bariery tworzymy sobie sami. Pytanie brzmi - dlaczego tak dużo czasu potrzebujemy, żeby zdecydować się je złamać?

13:55, pasjonatka.sportu
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 12 września 2011
Jak się zawiodłam na polskich kibicach siatkówki w Pradze

Nie miałam monitora (poprzedni odszedł bezpowrotnie), nie mogłam się podzielić wrażeniami z mojej wyprawy do Pragi na mecz Polska- Niemcy w ramach ME siatkarzy. Ale ta notka z opóźnieniem, ale powstała. Miałam wreszcie okazję poznać- a w zasadzie zrozumieć- na czym polega ów fenomen pt. “polski kibic siatkarski”. Było miło, było fajnie, ale daleka jestem od piania z zachwytu.

 Ja generalnie po tym meczu uważam, że tak musi być i kropka. Nasz sport jest w średniej kondycji. Nigdy nie będziemy światową potęgą jak Rosja, USA czy Niemcy. Jesteśmy w grupie państw, które cieszą się sukcesami w nielicznych dyscyplinach, ale jeśli już jesteśmy w czymś mocni, żyje tymi wydarzeniami cały kraj. U nas płodna w medale jest siatkówka, dlatego spragniony tłum rodaków, wydaje pieniądze na ten sposób rozrywki. Dla wielu to jak chodzenie do kina lub kupno książki. Z tą żnicą, że kibicowanie wydobywa z nas nieco inny rodzaj emocjonalności. Nie chodzi o dobre czy złe przyjęcie Ruciaka, fantastyczną wystawę Żygadły, albo zagrywkę Możdżonka. Polski kibic siatkówki idzie na mecz pokrzyczeć, popstrykać fotki, zalać się pod korek alkoholem, zapomnieć. Na takiej hali jest głośno, wszyscy wyglądają ta samo, chcą tego samego. Sport sam w sobie jest dla komentatorów, dziennikarzy, tych siatkarzy, którzy wylewają pot na parkiecie. Dla obserwatorów z trybun mało ważny jest całokształt, bardziej cenią rodzinną, swojską atmosferę.

Może jestem niesprawiedliwa. Tylko widząc w centrum Pragi- ubranego w biało-czerwone barwy- Polaka z puszką piwa, a potem obserwując tego Polaka na O2 Arenie poczułam lekki zawód. To tak jak z moimi klientami, którzy zamiast wypożyczać rewelacyjnego “Fightera” czy “Prawdziwe męstwo”, wolą “Bitwę o Los Angeles”, “Bez smyczy” czy “Ostatni Egzorcyzm”. Chodzi o to, że przeraża mnie ta bylejakość. Dla mnie kibicowanie od zawsze ma wymiar nie tylko emocjonalny, ale również statystyczny i informacyjny. Głupio się czuję, kiedy przed meczem nie mogę logicznie uzasadnić, dlaczego w mojej głowie są te a nie inne wnioski. O kibicach siatkarskich z Polski w Polsce i świecie zawsze mówi się z wielką czcią. Ale po tym co zobaczyłam, zaczynam podważać cały sens tego pompowania.

Inny przykład. Moje pierwotne miejsce na hali, znajdowało się tuż obok bębniarza z Polski. Facet już podczas spotkania Bułgaria- Słowacja walił bez opamiętania. Nie słyszałam swoich myśli, a co dopiero mówić o oglądaniu meczu. Jemu nie zależało na niczym, poza durnym waleniem i ogłuszaniem wszystkich wokół. Okropne wuwuzele w rodzimym wydaniu trąbkowym, skrzeczały na każdym kroku. Śmierdzący popcorn był nie mniej irytujący, niż podczas seansów w kinie.

Cały czas zadaję sobie pytanie: czym kurna mam się zachwycać? Przyjechałam z Pragi, a bardziej od biało-czerwonych kibiców, zapamiętam biegających po centrum maratończyków, na tle rozświetlonej stolicy Czech. Jeszcze kiedyś na mecz siatkarzy pojadę,. Zrobię to, gdy swoje spotkanie rozgrywać będą w kraju. Czy zdanie zmienię? Mam nadzieję.

21:19, pasjonatka.sportu
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Polanski i inne niepokoje

Słucham, czytam, obserwuję sprawę Polanskiego. Przynajcie -  nawet nazwisko ma kontrowersyjne. Obawiam się jednak że w futbolu Eugen Polanski, nigdy nie dobije do poziomu jaki reprezentuje w kinie słynny Polański Roman. Twórca Chinatown czy Dziecka Rosmary, pomijając jego kłopoty z prawem, filmy tworzy klasowe. O ile moja pobłażliwość dla Romana wciąż jest wysoka, zaakceptowanie nowego kadrowicza Franciszka Smudy,spełza gdzieś pomiędzy jego historią występów w młodzieżowy reprezentacjach Niemiec, a nagłym zainteresowaniem orzełkiem na piersi. Pisząc w wprost- jak większość Eugena w kadrze NIE CHCĘ!

Prawdopodobnie występ Polski na EURO 2012, okaże się sumą wszystkich zmarnowanych szans na uzdrowienie rodzimego futbolu w ostatnim dwudziestoleciu. A im bardziej "otwarty" na egzotyczne transfery do kadry będzie Smuda, tym większe ryzyko, że na koszulkach naszych reprezentantów -  swojskie "ski" w końcówce nazwiska, zatąpią litery spoza naszego alfabetu.

Odpowiedzialność za rezultat podczas ME, spoczywa nie tyle na barkach Smudy, co krótkowzorczności na którą cierpią działacze i oficjele PZPN. Pozorowanie tego, że COŚ jednak robią zaczęło się zbyt późno. Zmarnowane lata 90', sukcesywne budowanie wizerunku sportowej organizacji bez ładu i składu - wydaje owoc w najbardziej teatralnej chwili. Kiedy oczy europejskich kibiców bedą zwrócone w stronę Polski i Ukrainy, mamy duże szanse zaprezentować niemoc na poziomie Austrii z Euro 2008. Wolałabym sie mylić, lecz brak mi perswazji Silvio Berlusconiego do takich prognoz.

"Biedny" Eugen Polanski, stał się symbolem tego o czym wszyscy myślą, ale jeszcze niezbyt głośno mówią - desperacji. Zegar tyka upiornie, a uczestnik tego horroru - zarazem lider grupy chcącej uniknąć społecznego linczu - decyduje się na coraz śmielsze akty swojej bezradności. Kierujemy się w stronę nieuchronnej katastrofy?

I oczywiście musiałam popaść w przesadny pesymizm. Jakbym nie mogła wpisem po wielu, na pradwę wielu tygodniach, optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Obawiam się jednak, że szanse na pozytywny wynik podczas EURO 2012, są mniejsze niż ustabilizowanie kursu franka szwajcarskiego. Zresztą cokolwiek bym nie napisała i tak 90% z was podzieli wielki niepokój. Bo jak ma być dobrze skoro jest tak źle?

17:30, pasjonatka.sportu
Link Komentarze (21) »
niedziela, 15 maja 2011
Karolina (Polska) biega!

Swój biegowy obowiązek spełniłam wczoraj. Nieopodal mojego domu jest doskonałe miejsce do joggingu. W przytulnym wyciszonym parku, mogę nie tylko spalić kalorie, ale całkowicie wyczyścić swój umysł ze śmieci. Niemal półtorej godziny zażywania tego rodzaju aktywności fizycznej, to stały punkt mojego planu dnia. Od biegania człowiek się bardzo szybko uzależnia.

Okazja do pisania i propagowania owego sportu idealna- kolejna edycja “Polska biega”. Wiele osób ruszyło w trasę, by choć przez chwilę poczuć zew rywalizacja, podkręcić życiówkę, w gronie biegowych pobratymców wymienić wrażenia i doświadczenia. Moda na zdrowy i aktywny tryb życia powolutku wita do Polski. Uczestnictwo w mini maratonie, dla wielu jest zachęcającym początkiem do dalszych starań o kondycję i dobre samopoczucie.

Kiedyś myśl o bieganiu kojarzyła mi się wyłącznie z sapaniem, potwornym zmęczeniem, litrami potu, brakiem tchu. Wybieganiem z domu i natychmiastowym “umieraniem”, bo wykonana prze mięśnie prace nie współgra z możliwościami organizmu. A co jeśli do joggingu podejdziemy bardziej profesjonalnie? Jeśli zamiast wygórowanych oczekiwań, systematycznie będziemy realizować mniejsze cele? Każdy jest w stanie polubić, ba, pokochać bieganie! Z treningu na trening, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc odczuwamy coraz mniejsze zmęczenie, wymagamy od siebie coraz więcej.

Ja zaczęłam biegać niecały rok temu. Do dziś pamiętam swoje króciutkie trasy, wyciskające ze mnie ostatnie procenty tlenu. W chwili obecnej pokonuję dosyć mocne pobiegi, a proste trasy nie stanowią dla mnie żadnego wyzwania, więc staram się na nich maksymalnie podkręcać tempo.

Kiedy wracam do domu czuję się jak nowo narodzona. Z zapasem świeżo wyprodukowanych endorfin wraca mi chęć do życia.

Dlatego tak bardzo mnie bawią zaczepne uwagi sąsiadów w stylu- “gratuluję wytrwałości”, czy “podziwiamy cię”. Potarzam zawsze, że nie ma czego gratulować, i czego podziwiać. Biegam, bo cholernie to polubiłam! Przez półtorej godziny zanurzona w płynącej ze słuchawek muzyce i skoncentrowana na kilometrach do przebycia, odreagowuję wszystkie problemy i niepowodzenia. Po wykonanej pracy czuję się małym czempionem.

Polecam, polecam gorąco bieganie wszystkim polecam. Do tego wystarczą tylko dobre buty z amortyzacją, rozsądny plan i trochę chęci. Zauważycie po jakimś czasie olbrzymią różnicę. Poprawia się stan skóry, a zamiast tłuszczu kryje wyrzeźbione mięśnie. O psychologicznym aspekcie rozpisałam się powyżej. Zamiast siedzieć w domu, oglądać telewizje lepiej biegać!

P.S. Mam do dyspozycji takie piękne tereny...


15:26, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 kwietnia 2011
Optymistycznie o EURO 2012

“Cztery lata temu UEFA przyznała Polsce organizację EURO 2012”. Kiedy usłyszałam te słowa w dzisiejszym wydaniu “Wiadomości”, pomyślałam o Stadionie Narodowym pięknie się wybijającym na tle Warszawy. Stadion skazany przez Polaków na klęskę. Przecież w 2007 roku moi kochani rodacy hurtowo wątpili, że Narodowy powstanie. A jednak, a jednak!

Pewnie w tym czasie można było więcej zbudować, lepiej, taniej itd. Polska nigdy nie była narodem perfekcjonistów, dlatego cieszę się niezmiernie z tego, co pomimo trudności osiągnęliśmy w cztery lata. Będą u nas wspaniałe ME nie dlatego, że kibice z całego kontynentu dojadą wszędzie bez przeszkód. Ta impreza wypali- bo jestem przekonana- My Polacy damy się poznać jako otwarty gościnny i entuzjastyczny kraj. Europejczycy wiedzą o nas niewiele, zmieni się ten stan.

Nie przejmujcie się również aspektem sportowym EURO 2012. Nawet jeśli wypadniemy słabo, futbolu na najwyższym poziomie będzie pod dostatkiem. Zamierzam spakować plecak, wziąć dwa tygodnie urlopu, i ruszyć do miast organizatorów. Na stadionach mnie zabraknie, bo na bilety po pierwsze nie mam szans, po drugie są drogie, za drogie jak na moje zarobki.  Nie zamierzam natomiast zrezygnować z przyjemności obcowania z futbolową rodziną. Strefy dla kibiców będą przecież bezpłatne, a tam może być o wiele ciekawiej.

I wcale nie boję się o rozróby w wykonaniu polskich szalikowców. W czasie ME wszystkie szczury pochowają się w swoich norach. Bo nawet oni nie są na tyle głupi, by ryzykować reputację kraju, narażać się na gniew policji- w tych dniach zwartej i zorganizowanej. Nie było zresztą problemu podczas EURO 2008, nie było podczas MŚ 2006. Jednak inaczej nastraja mecz towarzyski, gdzie atmosfera sprzyja szukaniu mocniejszych wrażeń, a inaczej mecz o punkty i awans. Umówmy się; wtedy trzeba trzymać się razem i nie przesadzać.

Do EURO 2012 pozostał przeszło rok.  Nie martwię się, nie panikuję, nie kraczę, nie biadolę. Co ma być to będzie. Chodzi przecież o wspomnienia, o doświadczenia, o emocje. Jakie one będą zależy od nas. Negatywne nastawienie w niczym nie pomaga.

20:05, pasjonatka.sportu , EURO 2012
Link Komentarze (42) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80