piątek, 06 grudnia 2013
Rozbiegany Pyłek

Będzie prywata....

W związku z tym, że od jakiegoś czasu wolę sport uprawiać czynnie, nie biernie postanowiłam dzielić się swoimi emocjami związanymi z amatorskim bieganiem. Sukcesu wielkiego nowego bloga nie przewiduję, ale może ktoś z Was odnajdzie w tym wpisach euforię, którą odczuwam za każdym razem, kiedy trenuję.

Zachęcam byście "rzucili okiem". Być może kogoś te wpisy nie zanudzą na śmierć ;D

http://rozbieganypylek.blogspot.com/

20:53, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (3) »
sobota, 04 sierpnia 2012
Złoto razy dwa

Wreszcie! Po wielu dniach przygnębiających klęsk polskiej reprezentacji olimpijskiej, doczekaliśmy występów znakomitych. Na początek Magda Fularczyk i Julia Michalska wygrały mecz z własnymi słabościami, i w nagrodę odebrały brązowe medale. Potem ciężar zawiedzionych nadziei, wyrwał i podrzucił znakomity Adrian Zieliński. Jego tropem podążył mistrz olimpijski z Pekinu, który już pierwszego dnia rywalizacji na stadionie lekkoatletycznym, zdobył drugie złoto dla Polski na IO.


Po srebrze Sylwii Bogackiej, każdy kolejny dzień na Igrzyskach kończył się dla nas klapą. Byłam już przyzwyczajona do fatalnych startów naszych reprezentantów. Ale nic nie trwa wiecznie na szczęście, i po burzy wreszcie zaświeciło dla Polaków słońce w Londynie. Trzy medale powinny skutecznie odblokować zator, który powstrzymywał olimpijczyków przed spełnianiem swoich i naszych marzeń. Pięknie!


Euforia w której wszyscy obecnie trwamy, jest nie bez znaczenia w kontekście przyszłych występów. Dwa złote medale mogą podziałać jak płachta na byka dla tych wszystkich, którzy szanse mają jeszcze wciąż przed sobą. Cała grupa lekkoatletów dostała właśnie najlepszego kopa od Tomka Majewskiego. Startujący wkrótce pozostali ciężarowcy, mogą tak jak Zieliński stanąć na podium. Niesamowita historia wioślarek to przykład siły marzeń, która pomogła dopłynąć dziewczynom, nawet pomimo wielkich problemów. Majewski, Zieliński, Fularczyk/Michalska właśnie pokazali kolegom, jak przyjemnie może być w Londynie. Nic tylko brać przykład.


Po szalonym złotym piątku, mam nadzieję zła passa już nie wróci. Co mieliśmy przegrać już przegraliśmy, więcej nie zniosę. Dziś kolejne nadzieje, które mogą zamienić się w medale. Lepsza cześć Olimpiady właśnie została dla Polski otwarta?

00:58, pasjonatka.sportu , IO Londyn 2012
Link Komentarze (8) »
piątek, 03 sierpnia 2012
Gdzie te medale?

Prawie tydzień rywalizacji na olimpijskich arenach za nami, a my wciąż czekamy na obiecywane przed startem imprezy medale. Po spektakularnej klęsce polskiego tenisa i polskiego floretu, honoru dzielnie bronili kajakarze górscy. Medalu nie zdobyli, ale olimpijskiego występu wstydzić się nie muszą. Blisko podium był również pływak Radosław Kawęcki. Ale znowu...tylko "blisko". Po tych wszystkich mniej i bardziej nieudanych występach, zaczynam coraz mocniej odczuwać frustrację.

Ból jest tym większy, że podczas gdy moja amerykańska host mama rajcuje się 20 medalem Michaela Phelpsa, i innymi notorycznymi triumfami USA - ja ze spuszczoną głowa tłumaczę, dlaczego mój kraj ma tylko srebro.  Dzień w dzień budzę się z myślą, że po odpaleniu komputera moim oczom ukażą się entuzjastyczne nagłówki, z polskich portali internetowych. Nic z tego. Ciągle czekam i czekam, w coraz bardziej podłym humorze.

Ponoć dziś wreszcie Polacy opanują podium Igrzysk. Ale kto ich tam wie? Wioślarze, sztangista, pływak i miotacze, staną przed szansą udowodnienia rodakom, że wyjazd do Londynu nie dla wszystkich był atrakcyjnym, i co najważniejsze, darmowym urlopem.  Trzymam kciuki za zwycięstwo w głowach, bo na razie to zdaje się największym, i notorycznym problemem polskiego sportu na IO.

Mam nadzieję, że ten dylemat nie będzie dotyczyć siatkarzy. Po porażce z Bułgarią nad ich głowami zebrały się ciemne chmury, ale zdołali je rozpędzić już w meczu z Argentyną. Na jak długo? Oby na dobre. Paskudna wpadka z Bułgarami wzbudziła we mnie lęki, i przywołała stare obawy. Ale...ale  w tym konkretnym przypadku, staram się nie popadać w skrajność. Wierzę, że siatkarze już zapomnieli o tym meczu, ruszyli dalej mądrzejsi o nowe doświadczenia.  To są Igrzyska! Głupotą było oczekiwanie, że ta drużyna zdobędzie złoto od ręki. Muszą się spocić i pobrudzić, a i tak wciąż nie będą mieć gwarancji podium.

Tymczasem...tymczasem show must go on. Olimpiada rozkręca się w najlepsze, z każdym dniem dostarczając nowych herosów masowej publiczności. Dorobek naszej reprezentacji wciąż może być satysfakcjonujący. Pod warunkiem, że ktoś wreszcie całkiem niepolsko podejdzie do swojego występu, i wskaże reszcie, jak bez kompleksów walczyć na najważniejszej imprezie sportowej. Będę te próby obserwować aż do końca.

00:55, pasjonatka.sportu , IO Londyn 2012
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 lipca 2012
Jak Monika Olejnik, polskie dziennikarstwo sportowe psuje

Być może część z was uzna, że nie mam prawa do tego wpisu, ale mimo wszystko zaryzykuję. Zaryzykuję, bo już nie mogę słuchać i oglądać, festiwalu sportowej ignorancji, organizowanego przez polskie media. Problem znany jest od lat, ale w czasie EURO 2012, osiągnął poziom krytyczny. Miałam nadzieję, że po ME wszystko zastygnie, i stanie się możliwe do zniesienia. Ale siatkarze wygrali Ligę Światową, więc najbardziej nieinkompetentni dziennikarze, znów mają potrzebę dzielenia się z resztą narodu swoją niewiedzą. Mam tego serdecznie dość.


O kogo chodzi? O Monikę Olejnik. Jedną z najlepszych publicystek politycznych w kraju, gospodynię popularnego programu "Kropka nad i", nadawanego w prime time TVN24. Pani Monika się uparła, że będzie tak dobrze ciągnąć za język swoich gości w sprawach sportowych, jak to robi w sprawach politycznych. Nie będzie! I każde kolejny próby udowodnienia, że jest inaczej, wypadają delikatnie ujmując, żenująco. Sama nie posiadam wybitnej wiedzy sportowej, ale to co wiem wystarcza, by zauważyć, że robi się moda na promowanie niedzielnych kibiców, w roli wykwalifikowanych dziennikarzy w tematyce piłki nożnej, siatkówki, czy tenisa. Efekty są koszmarne. Przypominam sobie wywiad Olejnik z Robertem Lewandowkim w czasie EURO, który śmiało może konkurować o miano najgorszego w 2012. Brak wiedzy i argumentów, próbuje zrekompensować pytaniami w stylu - "A co wtedy czułeś? Co wtedy myślałeś?". Już nie muszę tłumaczyć, o czym to świadczy. Rozmowa na tym poziomie, jednoznacznie dowodzi kompletnej kompromitacji.


Te klęski niczego Moniki Olejnik nie nauczyły. Tuż po glorii Polski w finale Ligi Światowej, zaprasza do siebie Zbigniewa Bartmana. Wywiad już za moment, więc dla odważnych pewnie będzie to kolejna kopalnia dowodów obciążających, bądź co bądź, legendarną polską dziennikarkę.


Już pomijając Macieja Kurzejewskiego, który pewnie zna się nawet na brafittingu, jeszcze nie słyszałam, by jakiś dziennikarz sportowy brał aktywnie udział w debacie na temat służby zdrowia, wyborów parlamentarnych, czy podwyższenia wieku emerytalnego. Ale jeśli chodzi o sport...każdy swoje trzy grosze dołożyć może, nawet jeśli ich nie ma.


O 20.00 wieczorem, zamiast ogladania nieudolnych prób wyciągnięcia jakichkolwiek myśli z Bartmana, wolałabym wywiad Rafała Steca z Anastasim. Najlepszy publicysta sportowy, wyśmienity dziennikarz, kontra trener siatkarzy. Ale Steca w mediach jest mało, albo nie ma go wcale. Podobnie jak Stefana Szczepłka, innego niewykorzystywanego na odpowiednią skalę, znakomitego dziennikarza sportowego. Najgorsze, że widzów już oswojono z niskim poziomem sportowych komentarzy w mediach. Wieloletnie pytanie o zdanie, okazjonalnych kibiców, przynosi skutki. Prawdziwi znawcy nie goszczą przecież na Pudelku, nie mają okazji błysnąć na bankiecie. A Monika Olejnik i kapelusz kontrowersyjny założy, i szpilki od Louboutina nowe w czasie audycji pokaże. Nie to co uzbrojeni w własną wiedzę, dziennikarze sportowi. Nuda...


Po Pani Olejnik nawet za bardzo nie widać pasji do sportu. Można czegoś nie wiedzieć, przecież nikt nie jest wszechwiedzący. Można się pomylić, ale jeśli zadający pytania w telewizji, nie ma w oczach przekonania, dociekliwości, wszystko jest bez sensu. Monika Olejnik stara się być profesjonalna, ale na co dzień pracuje w innej branży, dlatego nigdy nie będzie wiarygodna w rozmowach o sporcie. Takie udowadnianie na siłę czegoś innego, dla mnie jest pośmiewiskiem.


Na szczęście trochę wiary w przyzwoite sportowe relacje, wlało w moje serce, wczorajsze polsatowskie studio Ligi Światowej. Gospodarz Jurek Mielewski nie tylko na siatkówce połamał zęby, on jeszcze tą siatkówką oddycha. Ze swoimi gośćmi stworzył piękną atmosferę, i aż żal było rozstawać się z taką audycją. Skromnie, bez fajerwerków, ale idealnie. Dobry przykład od Polsatu, po błazenadzie TVP.


Niestety to wyjątki, których podczas zbliżających się Igrzysk Olimpijskich, doświadczymy niewiele. Lepiej się szykować na kolejne wywiady niskich lotów, oraz komentarze gwiazdek z pierwszych stron brukowców. Wiedza dziś nie jest w cenie.

(Dużo nowych recenzji filmowych na Mojej Propagandzie. Zapraszam!!)

19:09, pasjonatka.sportu , Koło fortuny
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Siatkarze gotowi na złoto olimpijskie!?



Nie mamy powodu, żeby nosić na rękach piłkarzy, ale kto wie ile radości dostarczą nam siatkarze, podczas Igrzysk Olimpijskich? Oni bowiem trzema imponujacymi triumfami nad Brazylią, zameldowali się na pozycji faworytów, najważniejszego siatkarskiego turnieju.  W cieniu EURO 2012, rozegrali wyśmienitą fazę grupową Ligi Światowej, i powalczą w Final Six w Sofii. Wygrają?


Przed erą Anastasiego nie graliśmy źle. Graliśmy bardzo dobrze - zdobyliśmy wicemistrzostwo świata oraz mistrzostwo Europy. Konia z rzędem temu, kto ośmieli się na ten temat dywagować, czy spierać. I Lozano, i Castellani wykonali wielką pracę na rzecz polskiej siatkówki, ale po jakimś czasie zużyli całe paliwo, i musieli odejść. PZPS podpisał kontratkt z Andreą Anastasim, słynnym włoskim łowcą trofeów, by podobnie jak poprzednicy, popchał naszą reprezentację jeszcze dalej. Ze swojego zadania wywiązuje się fenomenalnie. Tylko w zeszłym roku, aż trzy razy doprowadził Polaków na podium imprez najwyższego szczebla (LŚ,ME, PŚ). Żadnemu innemu selekcjonerowi przed nim, ta sztuka się nie powiodła. Ale każdy z tych medali, to jeszcze za mało. Wygląda na to, że wreszcie ktoś zdołał nauczyć siatkarzy, jak wygrywać z nieosiągalną Brazylią.


Do tej pory pojedynki, z bodaj najpotężniejszą drużyną w historii siatkówki, zawsze kończyły się dla Polski sromotną klęską, rzadziej próbami nawiązania jakiejkolwiek walki. Brazylijczycy upokorzyli nas w finale MŚ 2006, kiedy kompletnie nieprzygotowani na takie ataki Polacy, tylko stali i patrzyli,jak utytułowany rywal kończy bez trudu kolejne akcje. Prawie sześć lat po tej bolesnej lekcji, nasi siatkarze wyglądają na gotowych, by role odwrócić.


Sytuacja wydaje się wymarzona. Z Brazylii wyraźnie uszła para. Przejedzona sukcesami, możliwe że nawet zmęczona kilkuletnim okresem panowania, wspiera się ciągle tymi samymi nazwiskami. W Polsce do zmiany pokoleniowej doszło wręcz bezboleśnie. Nawet okaleczeni, zdołaliśmy wygrać Mistrzostwa Europy. Mimo braku w składzie, jednego z najlepszych atakujących na świecie, drużyna bryluje, rozkwita. Szeroki skład, umożliwia Anastasiemu wszelakie możliwe warianty gry. Słabsza forma któregokolwiek zawodnika z podstawowego składu, nie odbija się na postawie całego zespołu. Drużyny nie dzielą różne poziomy technicznego wyszkolenia. Każdy jest w stanie każdego zastąpić, bez uszczerbku na grze zespołu. Idylla.


Ale to już wiedzieliśmy jeszcze przed Anastasim. Siatkarze się nie zmienili, to wciąż tak samo utalentowana grupa. Dlaczego więc lepsza niż 2 lata temu?


Włoch sporo dobrego zmajstrował w ich głowach. Oglądając wczorajsze spotkanie z Brazylią, nie towarzyszyły mi jak kiedyś, obawy. W moich myślach, dominowało przekonanie - że ok, gramy z Brazylią, ale co z tego? Czy to są jacyś nadludzie? Wybryki natury, zaprogramowane na hurtowe wygrywanie? Poza tym Polacy są od dawna na tym samym poziomie, co Brazylijczycy. Kompleksy? Jakie komplesy?


Czyż to nie zmiana o 180 stopni? To były tylko moje wrażenia, ale z twarzy siatkarzy czytałam niemal to samo. Bez strachu, bez szukania idiotycznych wymówek - po prostu wygrali, tak jak wiele razy. I to jest absolutna zasługa Andrea Anastasiego! Wbił do naszych głów, że owszem Brazylia to klasowy rywal, ale taki jak każdy inny. Nie musimy ze spuszczonymi głowami oczekiwać egzekucji, tylko ruszyć z miejsca i walczyć. Jak się okazuje, to wcale nie jest takie trudne.


Po tych imponujących bojach w Lidze Światowej, nie mamy powodów, by wątpić w medal na IO, oraz wcześniej podczas Final Six. Bo ta reprezentacja nie stoi w miejscu, ta reprezentacja od lat robi kroczki - większe mniejsze, ale systematycznie. Już nie patrzy za siebie, nie szuka minusów, lecz przekonana o własnej wartości zmierza  do celu - wielkiego zwycięstwa olimpijskiego.

Moja Propaganda

17:44, pasjonatka.sportu , Siatkarska potęga
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80